Dopijam właśnie poranną, już dawno zimną herbatę i uśmiecham się do swoich myśli. Ostatnio czerpię bardzo dużo radości z tego, co jest tu i teraz. Staram się doceniać jeszcze bardziej to, co dostaję od życia. I być może nie mówię o tym często, ale jestem wdzięczna za to, co mam i bardzo cenię w sobie tą świadomość. 

 

TO JEST WŁAŚNIE SZCZĘŚCIE

Pewne decyzje i wydarzenia, które miały miejsce w ubiegłym miesiącu zasiały we mnie taki spokój, którego nie było we mnie od dawien dawna. Wyciszyłam się. Zaczęłam czerpać radość z prostych rzeczy. I zmieniłam swoje podejście, do niektórych spraw. Potrzebowałam do tego czasu. Wsłuchania się w samą siebie. Przemyślenia pewnych spraw. Podjęcia pewnych kroków i decyzji. A także lepszego zrozumienia samej siebie. Cieszę się z tego, że jestem świadoma tych wszystkich zmian, które zaszły we mnie od początku roku – choć czasami nie było łatwo. Teraz wiem, że szczęście jest w moim zasięgu, a wszystko tak naprawdę zależy ode mnie.

NA POCZĄTKU BYŁO ŹLE

Na początku stycznia wchodząc do gabinetu ginekologa po zdawkowym “dzień dobry”, i pytaniu “Czemu Pani jest zdenerwowana?” rozpłakałam się. Miałam pełną świadomość tego, że jestem zmęczona ubiegłym rokiem. Notorycznym stresem związanym z pracą, chodzeniem od lekarza do lekarza, staraniami o dziecko i przejmowaniem się wszystkim. Byłam po prostu zmęczona psychicznie. Wtedy też, podczas tej wizyty usłyszałam diagnozę: wypalone nadnercza. Z jednej strony były skutkiem nadmiernego stresu, a z drugiej strony nie radzenia sobie z nim. Oczywiście byłam tego w pełni świadoma, ponieważ od zawsze moim sposobem na stres była aktywność fizyczna, której po kontuzji najzwyczajniej mi brakowało. Pod koniec stycznia wyjechałam na urlop, odetchnęłam i złapałam świeży oddech.  Z czasem nabrałam dystansu do pewnych rzeczy (i ludzi także). Odpuściłam sobie pewne sprawy i poczułam się lepiej. Obecnie dobrze mi z samą sobą, jakkolwiek to brzmi. Ale to jest ważne, by lubić samego siebie, akceptować swoje zalety i wady (w końcu nikt nie jest idealny), a także mieć pełną świadomość samego siebie.

JEST JUŻ DOBRZE 

Jedno jest pewne – czuję, że  rozwijam się wewnętrznie, a jest to dla mnie ważne. Być może jest mnie mniej zarówno na Kreując życie!, jak i na Waszych blogach, ale z każdego dnia staram się wyciągać jak najwięcej. Organizuję swój czas tak, aby łączyć pracę i obowiązki z przyjemnościami. Czytam książki, chodzę na spacery, ostatnio wróciłam do pływania (mój nowy sposób na redukowanie stresu) – i daje mi to dużo satysfakcji. Cieszę się z tego, co jest tu i teraz. Przeszłość staram się odciąć grubą krechą od teraźniejszości. I odpuszczam samej sobie za każdym razem, kiedy mogę sobie na to pozwolić – dla swojego zdrowia psychicznego (jakkolwiek to brzmi).