Witajcie Kochani!

Przede wszystkim chciałabym Wam wszystkim podziękować za każde życzenia, które pojawiły się na blogu, facebooku oraz poczcie. W zasadzie to do tej pory nie mogę uwierzyć w to, że już po wszystkim. Te wszystkie przygotowania trwały tak długo, a cały ślub i wesele minęły bardzo szybko. Jesteście ciekawi jak to wszystko wyglądało w moim przypadku?

W sobotę z samego rana pojechałam najpierw do fryzjera. Upięcie miałam bardzo proste: przód delikatnie podniesiony do góry, a z tyłu delikatne upięcie z loków. Potem pojechałam do miejscowości, w której odbywał się nasz ślub, krótkie spotkanie z kuzynkami spowodowało, że choć na chwilę przestałam się stresować. Potem w drodze do wizażystki wstąpiłam na chwilę do mojego brata, gdzie spotkałam Osobistego. Praktycznie, aż do błogosławieństwa czas bardzo mi się ciągnął i dłużył, a potem nie wiadomo kiedy odbył się nasz ślub, pierwszy taniec i wyjazd na cmentarz do mojego Taty.
Ale wiecie, co? Cały ten ślub wzbudzał we mnie różnego rodzaju emocje, gdy stałam przed ołtarzem, i słuchałam słów, wypowiadanych przez Osobistego nie wiadomo, w którym momencie po moich policzkach popłynęły łzy. Wzruszyłam się, i nie byłam w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa… A gdy przyszła pora na złożenie przeze mnie przysięgi małżeńskiej, łzy nadal płynęły po moich policzkach, i gdzieś pomiędzy poszczególnymi słowami, z tych wszystkich emocji i nerwów zaczęłam się po prostu po cichu śmiać. Jednak w miarę szybko się opanowałam, i potem wszystko poszło bardzo gładko, szybko i przyjemnie.

W dniu swojego ślubu czułam się najszczęśliwszą kobietą na świecie, i czuję się nią do dnia dzisiejszego. Wesele podobnie jak ślub minęło bardzo szybko, i bawiliśmy się z Osobistym do samego rana. Co prawda zmęczenie doskwiera nam jeszcze do dnia dzisiejszego, ale czas ten wspominamy bardzo dobrze.