Sierpniowe dni przelatują mi przez palce. I choć jeszcze przed chwilą z uśmiechem na twarzy wchodziłam w sierpniowy czas, to dziś z niedowierzaniem odkryłam, że już lada moment wrzesień. Dni robią się coraz krótsze, i gdy wieczorem kradnę czas, aby poczytać książkę na balkonie – w powietrzu czuć charakterystyczną wilgoć.

Sierpniowe dni

Sierpniowe dni

 

Nie zostawiam już suszarki z praniem na noc na balkonie, bo wiem, że ubrania zamiast doschnąć – rano na wskroś będą przesiąknięte wilgocią. Jeżeli czas tylko mi na to pozwala, chłodne sierpniowe wieczory spędzam na balkonie opatulona ulubionym kocem i … po prostu jestem. Rozmawiam z Mężem. Czytam kolejną książkę. Lub zwyczajnie cieszę się chwilą.

 

Tegoroczny sierpień jest wyjątkowy. Pomimo tego, że zabiegany i zwariowany – to pełny ważnych decyzji i stawiania pierwszych, tak istotnych kroków. To właśnie dzięki nim stałam się jeszcze bardziej pewna siebie. I świadomiej czuję się szczęśliwa. Doceniam nie docenianą przez wiele osób normalność i zwykłą codzienność. Cieszę się z prostoty życia i chwil, które z pozoru mogą się wydawać banalne. Wzajemna życzliwość. Małe, codzienne gesty. Zwykły ‘niezwykły’ uśmiech. Wyciągnięcie ręki do drugiego człowieka. 

 

W sierpniowe dni bardziej niż zazwyczaj polubiłam takie zwyczajne i normalne dni. Cieszyłam się z prostych chwil, kiedy opierając głowę na kolanie Męża czytałam książkę, a on w tym czasie grał na konsoli. Z niecierpliwością czekałam wieczorami, aż wróci z pracy, abyśmy mogli zjeść wspólny posiłek. W między czasie pracowałam. Robiłam przetwory z ogórków. Spędziłam fajny i intensywny czas z chrześniakiem, który przyjechał do nas na tygodniowe wakacje.

 

I to właśnie  dzięki tym małym, sierpniowym chwilom jestem szczęśliwa. Nie potrzebuję niezliczonej ilości atrakcji, aby cieszyć się z życia i doceniać to, co otrzymuję.
Najważniejsze, że jest On.