Jest już późno. Zaledwie przed chwilą skończyłam nadrabiać zaległości i odpowiedziałam na zaległe wiadomości. Siedzę przy biurku opatulona kocem, wsłuchując się w miarowe tykanie kuchennego zegara i piszę. Powoli dochodzi druga nad ranem…

W domu panuje cisza. Słychać tylko delikatne pochrapywanie Osobistego śpiącego tuż za ścianą, leniwe pomrukiwanie lodówki i wspomniane już wcześniej tykanie zegara.

Dawno mnie tutaj nie było. I chyba nigdy nie zdarzyła mi się, aż tak długa przerwa w pisaniu, ale po prostu zbyt wiele się działo. Zniknęłam tak po prostu z dnia na dzień. A świąteczno-noworoczne zawirowania w moim życiu spowodowały tylko, że skoncentrowałam się na tym, co było w tamtym momencie dla mnie najważniejsze.


Po prostu jestem

Potrzebowałam czasu, aby z jednej strony wrócić do formy. A z drugiej… chciałam skoncentrować się na tym, co było dla mnie najważniejsze. W między czasie – wyjechałam na urlop, podczas którego naładowałam baterie. W końcu znalazłam czas, aby spotkać się z koleżanką ze studiów. Zaś tydzień temu wróciłam z kilkudniowego pobytu w moim rodzinnym domu, gdzie remontowałam wraz z Mężem mój stary pokój.

I w zasadzie gdybym miała zliczyć cały luty, to… połowę miesiąca spędziłam poza domem. I choć jeszcze sporo przede mną zaległości do nadrobienia to cieszę się na nadchodzący czas.

Gdzieś pomiędzy codziennością zastanawiałam się co zrobić z tym miejscem; i przyznaję, że nadal tego nie wiem. Na razie staram się trochę odświeżyć to miejsce – co z tego wyjdzie? Nie mam zielonego pojęcia.


Swoją drogą, czy po tak długim czasie jeszcze ktoś tu zagląda?