Bardzo długo czekałam na ten dzisiejszy dzień. Kiedy bez pośpiechu będę mogła cieszyć się wolnym czasem. Niedzielny poranek okazał się momentem, którego wyczekiwałam od długiego czasu. Chwilą, w której mogłam zaszyć się jeszcze pod ciepłą kołdrą z kubkiem ulubionej herbaty i książką.

 

Podciągnęłam rolety i wpuściłam poranne promienie słońca do sypialni. Właśnie tego potrzebowałam. Uchyliłam okno i cieszyłam się niczym dziecko dochodzącym z oddali śpiewem ptaków. Bardzo tego potrzebowałam i z każdej minuty czerpałam jak najwięcej. Był to czas dla mnie, aby po długim, pracowitym i trudnym tygodniu po prostu odpocząć. 

 

 

Z jednej strony nie robiłam niczego nadzwyczajnego, ale byłam (i jestem!) wdzięczna za ten czas. Potrzebowałam go dla własnego zdrowia psychicznego i naładowania energii na następny tydzień. Dopiero potem zajęłam się ogarnięciem mieszkania i nie śpiesząc się nigdzie wróciłam do czytania książki.  

 

Dzisiaj jest czas na wszystko. Na spontaniczny wypad nad Wisłę z Mężem. Długi spacer i jeszcze dłuższą rozmowę, podczas której nigdzie się nie śpieszyliśmy i nie mieliśmy rzeczy do zrobienia na “wczoraj”.  Jest czas na to, aby zwolnić i cieszyć się z pozoru prostych rzeczy: śpiewu ptaków, szumu wody i zapachu trawy.

 

 

I choć ten tydzień był ciężki dla nas obydwojga, zarówno w sprawach zawodowych i prywatnych – to jesteśmy wdzięczni za to, co mamy. A mamy dużo, bo… mamy siebie.