Dziwne jest tegoroczne lato… dość chłodne i niezbyt ciepłe. Zabiegane od rana do wieczora, że czasami nie wiem w co ręce włożyć. Do tego cały wachlarz najróżniejszych emocji, nie tylko tych pozytywnych, ale i negatywnych. Odreagowuję zakładając słuchawki na uszy, słuchając muzyki i podśpiewując pod nosem – to mój najszybszy sposób na pozbycie się negatywnych emocji i świetnie sprawdza się podczas domowych obowiązków.

 

Jednak gdy przychodzi taki dzień jak dziś. Leniwe sobotnie popołudnie staram się nie myśleć ani o problemach, ani o piętrzących się rzeczach do zrobienia i załatwienia w “szufladce”. Staram się zwolnić i chłonąć każdą chwilę. Nieśpiesznie przygotować obiad. Przesadzić kwiaty, które mają już mało miejsca w doniczkach. Zrobić porządek w przyprawach. A późnym popołudniem znaleźć czas dla siebie i zaszyć się w ulubionym miejscu – na balkonie.

 

 

 

 

Wtedy nie potrzebuję wiele – wystarczy aktualnie czytana książka, woda z miętą, a nawet samo “bycie” i słuchanie śpiewu ptaków. Wyciszam się i odzyskuję wewnętrzną równowagę, która im jestem starsza, tym jest dla mnie ważniejsza. Lubię ten stan, kiedy czuję wewnętrzny spokój. 
 
Jestem szczęśliwa. Lubię swoje życie i choć czasami myślę, że mogłabym żyć jeszcze bardziej – to cieszę się z tego, gdzie jestem. I choć czasami tracę równowagę, i momentami mam wrażenie, że problemy mnie przerastają, to wiem, że nie jestem sama. Mam Jego. Mojego Męża, na którego mogę zawsze liczyć. 
 
A Ty? Masz takie swoje miejsce, gdzie potrafisz się wyciszyć?