Gdy kilka dni temu wieczorem zobaczyłam na niebie piękne kolory, nawet nie  zastanawiałam się zbyt długo – zabrałam torebkę, dokumenty do samochodu, aparat i pojechałam przed siebie. Do miejsca, które polubiłam od samego początku, czyli od momentu, kiedy to na początku Naszego związku, gdy Mąż nie był jeszcze Mężem, ani Narzeczonym zabrał mnie do miejsca, gdzie można podziwiać zachody słońca i miasto nocą.

To właśnie tam lubię złapać oddech, zatrzymać się na chwilę, zamknąć oczy i nabrać dystansu do tego co dzieje się w mojej codzienności. Regeneruję swój umysł i wtedy wszystko wydaje się łatwiejsze. Nie zdążyłam wtedy uwiecznić na zdjęciach zachodu słońca, ale mogłam podziwiać piękny zmierzch, cieszyć się ciszą, którą od czasu do czasu zakłócał przejeżdżający tuż obok pociąg i zamknąć to wszystko w kilku zdjęciach.

 

 

 

 

A Ty? Masz takie swoje miejsce?