Od czego to się wszystko zaczęło? Chyba od tego, że remont znowu zostanie przeniesiony w czasie do jesieni. I wtedy się chyba tak wewnętrznie trochę zbuntowałam, bo w końcu chciałam mieć swoje miejsce do pracy i nie przesiadywać przy kuchennym stole lub na kanapie w pokoju dziennym. W ten sposób z dnia na dzień postanowiłam, że kupuję biurko, które wcisnę gdzieś na początek w pokoju dziennym.

Przeglądałam najróżniejsze biurka w internecie, jeżeli już coś przykuło moją uwagę to cena była jednak zbyt wysoka. A w sklepach stacjonarnych nic nie rzuciło mi się w oczy – wszystko tak naprawdę było wykonane na jedno kopyto, z płyty. Oczywiście warunkiem najważniejszym była wielkość – biurko nie mogło być dłuższe niż 120 cm. 

Robiąc listę z zakupami w Ikei (bez listy nie wybieram się do tego sklepu), trafiłam na model biurka Hemnes o długości 120 cm. Jak się okazało, biurko nie było dostępne w żadnej ekspozycji, więc nie mogłam jego obejrzeć. Jednak widziałam jak wygląda biurko z tej serii w wersji 150 cm i podjęłam decyzję o kupnie. I jestem bardzo zadowolona. Osobiście uważam, że największym atutem tego biurka jest to, że jest ono wykonane z litego drewna, a nie z płyty. Swoją drogą po otwarciu szuflady nadal czuć zapach drewna! 
Skoro było mi potrzebne biurko, potrzebowałam również krzesła. I to może wydać się dziwne, ale krzesło, na które się zdecydowałam wpadło mi w oko już kilka miesięcy temu. Mowa tutaj o krześle Skruvsta Vissle również z Ikei. I wiecie co? Krzesło jest bardzo wygodne i nie odczuwam żadnego dyskomfortu podczas długiej pracy.
To jak?
Przechodzę do zdjęć!

O jakości mebli z Ikea, różnie się mówi. Opinie, z którymi się do tej pory spotkałam nie były zachwycające, ale bez wątpliwości podjęłam taką, a nie inną decyzję. Mam nadzieję, że zarówno biurko, jak i krzesło posłużą mi kilka ładnych lat. Cieszę się, że mam swoje miejsce do pracy, gdzie mogę w spokoju usiąść z moimi fakturami. Popracować. Popisać.