Odkąd pamiętam, maj zazwyczaj był przełomowym miesiącem w moim życiu i działy się wtedy, ważne dla mnie rzeczy i podejmowałam istotne decyzje. Jednak od czasu mojego ślubu, czas ten jest dla mnie jeszcze bardziej szczególny i uważniejszy. Staram się w tym czasie chwytać każdy moment, i każdą chwilę, które są mniej lub bardziej ważne. Jaki był tegoroczny maj?

Był pełen emocji. Odwiedziliśmy najmłodszego członka naszej rodziny – bratanka Męża. I choć spotkanie było pełne pozytywnych emocji, niestety później odczułam spadek nastroju. Trudno mi przyglądać się, jak Mąż z ogromnym zaangażowaniem zajmuje się  dziećmi.
 
W drugiej połowie maja pojechaliśmy do mojego rodzinnego domu, gdzie spędziliśmy wspólnie czas. Niestety podróż trwa ponad dwie godziny, więc nie zawsze jest czas, aby się spakować i pojechać, dlatego jak tylko nadarzy się taka okazja to ją wykorzystuję. Oczywiście Dzień Mamy był tylko dodatkowym powodem, aby znaleźć ten czas w maju. 
 
W pierwszej połowie miesiąca posialiśmy pierwsze warzywa w naszym ogródku. Już lada moment będziemy mogli się cieszyć własną rzodkiewką, sałatą i szpinakiem. Na pozostałe rzeczy niestety będzie trzeba poczekać.
 
 
Próbowałam nowych smaków. W ten sposób w mojej kuchni pojawiła się po raz pierwszy szakszuka, ale niestety nie zdobyła moich kubków smakowych. Zupełnie inaczej było ze szparagowym risotto, które mam zamiar w najbliższym czasie powtórzyć i serem haloumi, który urozmaicił mi sałatki.

 

 

 Co się działo w maju?

Kupiłam bilety na październikowy koncert Pawła Domagały. Tym razem byłam mądrzejsza i postanowiłam nie zwlekać z zakupem biletów. Mam nadzieję, że będę się tak samo bawić jak na tym, na którym byłam w lutym
 
Świętowaliśmy wraz z Mężem trzecią rocznicę ślubu, i być może nie robiliśmy czegoś nadzwyczajnego, ale w końcu znaleźliśmy dla siebie czas i poszliśmy na małżeńską randkę. Uwielbiam ten czas, kiedy możemy po prostu być ze sobą i nie rozmawiać o pracy.
 
Przeczytałam dotychczas najbardziej przerażającą książkę. Mowa o powieści Karin Slaughter “Moje śliczne”. Książka, była bardzo wstrząsająca i spowodowała, że musiałam po niej po prostu odpocząć psychicznie. Jednak prócz tego, że była to trudna lektura, to czytało się ją bardzo dobrze. Po tylu negatywnych emocjach przyszła pora na książkę Jojo Moyes “Dziewczyna, którą kochałeś”. Choć książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak historia Lou i Willego z “Zanim się pojawiłeś” to bardzo mi się spodobała. Obecnie kończę czytać “Umrzeć po raz drugi” T. Gerritsen.
 
 
 
I taki był mój maj. Czerwiec rozpoczął się bardzo rodzinnie, najpierw bratowa zrobiła mi niespodziankę i przyjechali całą rodzinką do nas na kilka dni, a dziś ponownie odwiedziliśmy najmłodszego członka rodziny. Mam nadzieję, że z najbliższych tygodni uda mi się wyciągnąć jak najwięcej pozytywnych chwil. 
 
A jak Tobie minęły ostatnie tygodnie?