Jestem. I to jest najważniejsze.

Pod stopami czuję drobny piasek. Z nieopodal rosnącej trawy słyszę świerszcze, a wiatr delikatnie rozwiewa moje włosy. Pozostało tylko czekanie na to, aż słońce schowa się za horyzontem.

Jest cicho. Słychać jedynie wspomniany wcześniej szum wiatru, płynącą wodę, świerszcze i ptaki. Raz na jakiś czas tą całą naturalną “melodię” zakłóci przejeżdżający niedaleko pociąg – ale tylko na chwilę.

Lubię to miejsce. To właśnie tutaj się wyciszam. Układam swoje myśli i zbieram siły po ciężkim dniu. Odzyskuje równowagę. I niezależnie od tego jak bardzo lubię tu przyjeżdżać z Mężem – to lubię też być tutaj sama. I choć nijak moje spodnie pasują do założonej bluzki, czy też swetra zarzuconego na ramionach – tutaj nic nie musi do siebie pasować. I choć włosy czesane wiatrem spowodowały, że moja fryzura wygląda zapewne jakbym dopiero wstała z łóżka – wcale mi to nie przeszkadza.

Lubię tu po prostu być. Tak zwyczajnie. Bez makijażu. Bez dobranych ubrań. Bez pośpiechu. Wystarczy mi ta cisza i szumiąca woda. Czasami zabieram ze sobą książkę. Innym razem naładowany telefon, aby porozmawiać z przyjaciółką lub bratową. A kiedy indziej zdarza mi się tu pracować.

Dziś – po prostu tutaj jestem i cieszę się z tego, że mogę tu być.

A na drugim brzegu rzeki, ktoś właśnie rozpala ognisko…
Lubię to miejsce.