Z lata pozostały już jedynie wspomnienia. Wieczory spędzone nad Wisłą. Rozmowy na balkonie. Zapach świeżo skoszonej pszenicy. Smak orzeźwiających sorbetów. Książki czytane pomiędzy. I piękne zachody słońca. Od kilku tygodni mamy jesień, która gdzieś pod pochmurnymi dniami, też kryje swoje piękno.

 

jesień

 

I choć we wrzesień wchodziłam z poczuciem, że moje życie nabrało zbyt szybkiego tempa – to nie do końca udało mi się zwolnić tak, jakbym chciała. Nie znalazłam tyle czasu na wieczorne czytanie książek na balkonie. Wolnego, weekendowego popołudnia, aby wybrać się na spacer brzegiem morza. Znalazłam jednak chwilę na spontaniczny spacer po lesie, który pozwolił mi na odkrycie nowych miejsc.

JESIEŃ

W październik wkroczyłam w uśmiechem na twarzy. Z rozjaśnionymi od słońca włosami, wołającymi o wizytę u fryzjera. I świadomością, że zbliża się to, co nieuniknione – czyli jesień. Nie zawsze ta ciepła i słoneczna, często jednak pochmurna, mżysta i ponura. Jednak pomimo tego, że choć rano dzień zapowiada się na szary, tuż przed południem wychodzi słońce. Już nie tak ciepłe, jak jeszcze w drugiej połowie września – ale jest i sprawia mi dużo radości.

 

 

Uśmiecham się. Czasami na przekór temu, co życie stawia mi na mojej drodze. Rozwiązuję problemy. Szukam rozwiązań dla różnych sytuacji. Czasami brakuje mi czasu, innym razem po prostu sobie odpuszczam. I jest mi z tym dobrze. Żyję  w zgodzie z sobą i wyznaczam granice, których nie chcę przekraczać. Szanuję ludzi, którymi otaczam się w swojej codzienności i staram się cieszyć z małych chwil.

 

Jestem szczęśliwa. Na swój sposób i na swoich zasadach. W swoim własnym tempie i w zgodzie z sobą. I tak sobie myślę, że do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Do bycia szczęśliwym także, bo myślę, że bycia szczęśliwym trzeba się nauczyć. Nie jest to proste, ale wystarczy chcieć…