Wczorajsza noc i dzień należą do tych wyciętych z życiorysu. Gdzieś tak pomiędzy pierwszą, a drugą w nocy obudził mnie silny ból żołądka, a wraz z nim grypa żołądkowa. Nie było dobrze, choć nie zmierzyłam sobie temperatury, to wiedziałam, że jest dość wysoka, ponieważ miałam drgawki. Wczorajszy dzień prawie cały przespałam, przebudziłam się pod wieczór i czułam się lepiej, lecz gdy zmierzyłam temperaturę to miałam 39.8 stopni.
W ciągu dnia budziłam się dosłownie na chwilę, aby wziąć tabletki i zjeść choć trochę zwykłej bułki z masłem. Niestety mój żołądek nie był w stanie przyjąć cokolwiek innego. Wieczorem opatulona kocem nadrobiłam trochę zaległości internetowych, obejrzałam z Mężem film i trochę poczytałam. Dziś nadal obowiązuje mnie dieta lekkostrawna, i choć czuję się lepiej i nie mam już gorączki, to raczej mam zacny plan oszczędzania się i wykurowania do poniedziałku. A plany na najbliższe dwa dni ograniczają się dużej ilości herbaty, ciepłego koca i książki.
Przejrzałam kalendarz w poszukiwaniu tych wszystkich książek, którymi mnie zainteresowaliście na Waszych blogach, i nie tylko – spisując wszystko w jedną listę. Uzbierało się tego dość sporo, tylko szkoda, że nie ma aż tyle czasu, aby bez wyrzutów sumienia zaszywać się z kubkiem ciepłej herbaty, i czytać. Swoją drogą od jakiegoś czasu myślę, aby pójść do kina – grają coś ciekawego? Może coś polecacie?
Macie jakieś konkretne plany na najbliższe dwa dni?