Dawno mnie nie było, a działo się tyle, że dosłownie brakowało chwili, aby przysiąść na chwilę i naskrobać parę słów. W tym roku co miesiąc pytam się samej siebie gdzie biegnie i ucieka ten czas, przecież za chwilę będą święta i koniec roku, a przecież tak niedawno bawiłam się na rodzinnym sylwestrze. 
Początkowo, jeszcze wczoraj miałam ambitny plan, aby napisać kolejny wpis z serii Lubię!, ale niestety rozłożyło nas choróbsko do tego stopnia, że zamiast zapalać wczoraj znicze na grobach naszych bliskich kurowaliśmy się na wszelkie możliwe sposoby. Dziś może jeszcze nie jest dobrze, ale jest lepiej – i to jest najważniejsze. 

Weekend spędziliśmy w moim rodzinnym domu. Zrobiłam porządek w moim dawnym pokoju, poprzeglądałam stare drobiazgi i jakiejś pojedyncze pamiątki, które zachowały się tu i ówdzie. Znalazłam również jakieś stare walentynki, które otrzymałam będąc nastolatką, kolczyki, które dostałam od Męża, kiedy jeszcze nie został Osobistym. Odkurzyłam stare wspomnienia, pouśmiechałam się pod nosem do siebie sprzed kilku lat. Myślałam o tym, co wpłynęło na to, jaka jestem w tej chwili. Czasami dobrze jest się tak zatrzymać, zwolnić z myślami choć na chwilę, zastanowić się nad tym co jest tu i teraz, w tej chwili i cieszyć się tym, co dobre. A z tego co złe, wyciągnąć odpowiednie wnioski, nauczyć się na własnych błędach, i żyć dalej, nie tracąc energii na rozpamiętywanie.

Przedostatniego dnia października świętowaliśmy roczek najmłodszego członka rodziny, chrześniaka mojego Męża. Spędziłam dobry czas z bliskimi na długich rozmowach, bawieniu się z bratankami i czytaniu książki chrześniakowi. Po raz kolejny przekonałam się, że przyjaźń pomiędzy bratową, a szwagierką jest nie tylko możliwa, ale i bardzo cenna. Zresztą ostatnio dość skrupulatnie przyglądam się osobom, którymi się otaczam i weryfikuję swoje kontakty. W międzyczasie gdzieś pomiędzy tym wszystkim, co się działo w ostatnich dniach znalazłam chwilę, aby się spotkać ze starą znajomą, dawną przyjaciółką – to tak odnośnie weryfikacji znajomych. I wiecie, co? Mam dość takiego zakłamania. Pamiętacie jak pisałam kiedyś, że od pewnego czasu mam wbudowany czujnik ciążowy? Pierwsza lampka ostrzegawcza pojawiła mi się kilka miesięcy temu, ale nie pytałam się, bo byłam przekonana, że może się pomyliłam, przecież w końcu powiedziałby mi o tym. Ale cóż – pomyliłam się, na dzień dobry zobaczyłam prawie pięciomiesięczny brzuch ciążowy mojej znajomej. Poczułam się wtedy co najmniej zmieszana, niestety tylko ja. Ale nic… tak to właśnie czasami w życiu bywa.
Przed weekendem jeszcze był strach i panika. Szybka wizyta u lekarza, ale jedno szczęście nie było to nic groźnego. I to była dla mnie taka chwila, kiedy uzmysłowiłam sobie jak bardzo ważna jest profilaktyka, i to nie tylko w przypadku kobiet. Mężczyźni także powinni się badać profilaktycznie.
Powoli, małymi krokami zbliżamy się do remontu. W ubiegłym tygodniu przywieźli nam grzejnik, jeszcze tylko czeka na zamontowanie. W poniedziałek kupiliśmy farby – w ostateczności zdecydowaliśmy się na farbę strukturalną z Alpiny i farby Beckers. A dziś, przyjechały drzwi, które będą montowane w sobotę. Meble zamówiliśmy około dwóch tygodni temu, także jak widać dzieje się. Tylko, gdyby tak można było pstryknąć palcami i żeby remont zrobił się sam, ale nie ma tak łatwo.

Do napisania!