Od kilkunastu minut siedzę w pokoju dziennym opatulona kocem, z laptopem na kolanach i ciepłą herbatą w zasięgu ręki. I choć dochodzi już powoli północ, to cieszę się, że mogę w końcu napisać coś na spokojnie. Bez pośpiechu. Bez myśli krążących wokół pracy. Przygotowań do świąt i codziennych obowiązków. 

Wydaje mi się, że po tak długiej przerwie najbardziej słusznym wpisem będzie, gdy napiszę o tym, co się działo, gdy mnie nie było.

Jedno jest pewne – ostatnie miesiące były bardzo intensywne, dlatego mam mocne postanowienie, aby pomiędzy Świętami, a Sylwestrem po prostu odpocząć. Znaleźć czas na czytanie książki bez wyrzutów sumienia. Wybrać się z Mężem do kina lub dłuższy spacer. Odłożyć pracę na bok i złapać oddech przed Nowym Rokiem.

REMONT

W ostatnich tygodniach pochłonął mnie remont, który miał trwać “tylko” dwa tygodnie. Jak zwykle życie zweryfikowało nasze plany i z szybkiego remontu, zrobił się ponad miesięczny maraton. Kilka dni temu w kuchennym oknie zawiesiłam zazdrostki, doprowadziłam podłogę do stanu idealnego i rozłożyłam na stole obrus. Jest prosto, schludnie i przytulnie. W przypadku  łazienki to czekamy jeszcze na szafkę, która jest robiona pod wymiar. Potem zostanie tylko kupienie i zamontowanie listew przypodłogowych oraz kilku innych drobiazgów. 

Teraz zdałam sobie sprawę, że w zasadzie to cały remont zaczął się od kuchni. Na początku chcieliśmy tylko zerwać tapety, pomalować ściany i  stare kafelki. Jednak zanim się do tego zmobilizowaliśmy, minęło kilka miesięcy. W tym czasie oczywiście mój pomysł ewoluował, że może lepiej zrobić raz, a porządnie. A skoro już braliśmy firmę do położenia nowych płytek, to od razu “za jednym bałaganem” w ruch poszła łazienka. Teraz już wiem, że nigdy więcej nie zdecydowałabym się na taki krok. Oczywiście trakcie kładzenia płytek pojawił się kolejny “pomysł” – zrobienie zabudowy rur i podwieszanego sufitu. Pomimo tego, że przez dodatkowe rzeczy i inne komplikacje remont ciągnął się tygodniami, to jesteśmy bardzo zadowoleni z faktu, że podjęliśmy takie, a nie inne decyzje. 

ŚWIĄTECZNE PRZYGOTOWANIA I URODZINY

Przez ostatnie dwa tygodnie doprowadzałam mieszkanie do porządku. Pomyłam okna. Wyprałam firanki. Koce. Zmieniłam pościel. Powycierałam kurze w każdym zakamarku mieszkania. W balkonowym oknie Osobisty powiesił lampki. W międzyczasie świętowałam swoje kolejne urodziny, i choć nikogo nie zapraszałam to miałam niespodziewanego gościa w weekend, który przyjechał, gdy nadal walczyliśmy z remontem. Pomimo tego, że w domu był istny bałagan, a lodówka świeciła pustkami to bardzo ucieszyła mnie ta wizyta. Zaś w dniu urodzin, pomimo wielu obowiązków znalazł się czas na wspólnie spędzony wieczór i kolację w ulubionej restauracji.

Gdzieś pomiędzy tym wszystkim znalazłam czas na przygotowania świąteczne. Za mną już lepienie uszek i pierogów. Od dwóch dni gotuję bigos staropolski z przepisu znalezionego w zapomnianej książce kucharskiej. A jutro biorę się za pieczenie ciast: makowca w kształcie gwiazdy i ciasta marchewkowego, o którym myślę już od dłuższego czasu. W sobotę, w okolicy południa wyruszamy w drogę i jedziemy do mojego rodzinnego domu. To będzie pierwsza Wigilia od trzech lat, kiedy będziemy wszyscy razem.

A jak jest w tym roku ze Świętami u Ciebie?
Spędzasz je w swoim domu? Czy gdzieś jedziesz?

  • My też mieliśmy w ten przedświąteczny czas świętowanie urodzin, tyle że syna
    Szerokiej drogi i wspaniałych świąt!

  • Anna Sakowicz

    U mnie spokojnie. Było co prawda sporo przygotowań, ale jakoś dało się radę. Teraz można odpocząć.