Z remontowego placu boju #2

Remont trwa w najlepsze. I jak to zawsze z remontami bywa (w naszym przypadku) wychodzi dodatkowo tryliard dodatkowych rzeczy do zrobienia lub komplikacji. 


W kuchni powoli finiszujemy, pozostało jeszcze położenie ostatniej warstwy farby. I wieczorem mogę wziąć się za mycie, sprzątanie i układanie rzeczy. Przy okazji powyjmuję wszystko z szafek i dokładnie wymyję. W między czasie muszę jeszcze dokupić parę drobiazgów: półkę na książki kucharskie, wieszak, haczyk na rękawice kuchenne, rękawice kuchenne też muszę kupić. Przydałaby się też nowa lampa, ale bez większego ciśnienia i nowy zegar.

Z łazienką jest trochę gorzej. Kafelki są wymienione już od miesiąca, i czekaliśmy aż ekipa remontowa wróci i zrobi sufit podwieszany. Przyjechali w ubiegłym tygodniu i zrobili. Jednak cieszyliśmy się nim dosłownie przez półtora dnia. W którymś momencie po prostu przestało działać oświetlenie i wentylacja. I tak czekamy od kilku dni (bez oświetlenia w łazience), aż ekipa remontowa wróci i to naprawi. Nie wiadomo jaka jest przyczyna, ale mam nadzieję, że dojdą do tego, co jest powodem usterki. Podobną sytuację mieliśmy w kuchni, kiedy to podczas usuwania starych płytek ze ściany zostały uszkodzone kable. 

Zresztą nie ma co ukrywać, że na każde hasło “Czy ktoś z Państwa może przyjść?” miałam ogromne obawy jakie to komplikacje tym razem się pojawiły. A niestety było ich dość sporo. Krzywe ściany. Źle położone rury. Jakość płytek, które kupiliśmy. I tak mogłabym wymieniać w nieskończoność. 

Jednak jedno jest pewne. Z każdym remontem, który robimy zyskujemy nowe doświadczenia i jesteśmy bardziej świadomi tego, co się sprawdza, a co nie. Na co musimy zwracać uwagę. Na czym możemy zaoszczędzić, a do czego warto dołożyć. Poznajemy też lepiej siebie, zwłaszcza w tych kryzysowych sytuacjach. 

Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu uwiniemy się z remontem łazienki. Chciałabym już tam pomalować ściany – pewnie już wspominałam, że lubię malować. Wieczorem jeszcze ma przyjechać stolarz, który będzie robił szafkę do łazienki na pomiary.

Chciałabym, aby był to już koniec. I wszystkie rzeczy wróciły na swoje miejsce: moje biurko nie przypominało drogerii i apteki, toster zamiast stać na podłodze wrócił na szafkę w kuchni, kosz na brudne ubrania powędrował z powrotem do łazienki itp.

Czy nadal lubię remonty? Sama nie wiem. Nadal lubię malować .

  • Trzymam kciuki za szybkie i pełne sukcesu zakończenie remontowej akcji

  • Remonty czasem trwają i trwają, pamiętam jak jeszcze mieszkałam w Polsce i moja mama wpadła na pomysł wymiany elektryki, na szczęście tylko w połowie mieszkania, było to bardzo męczące, trzeba było w kuchni i łazience siedzieć przy lampce albo chodzić z latarką.
    Powodzenia w remoncie !

  • Remonty są czasochłonne i pracochłonne ale za to potem mamy pięknie od czasu do czasu takie zmiany mają swoje uroki