Czas ucieka mi przez palce. Każdego tygodnia ciągle gdzieś biegnę. Załatwiam bieżące sprawy, starając się w międzyczasie nadrabiać zaległości. Powoli wychodzę na prostą, ale muszę zwolnić. Dla siebie. I swojego zdrowia psychicznego. Dlatego dziś – nigdzie się nie śpieszę, zwalniam.

Nigdzie się nie śpieszę. Zwalniam. Kreując życie.

Zwalniam.

I staram się chłonąć każdą chwilę całą sobą, aby odzyskać wewnętrzną równowagę. Ochłonąć i złapać oddech na kolejny zwariowany  tydzień. Wczoraj wysprzątałam mieszkanie, a wieczór spędziłam na balkonie czytając książkę. Swoją drogą, w końcu znalazłam czas i skończyłam czytać “Tatianę i Aleksandra” P. Simons. 

Mijający tydzień był bardzo intensywny i stresujący. Najpierw – kontuzja Męża i godziny spędzone na pogotowiu. O tyle dobrze, że nie ma złamania, ale kostka jest skręcona. Powoli w końcu zaczyna schodzić opuchlizna, która ustępuje miejsce ogromnemu siniakowi. Najważniejsze, że wszystko się w miarę dobrze skończyło, i uraz nie okazał się na tyle poważny jak się obawialiśmy. Potem problemy i sprawy do załatwienia tylko się nawarstwiały, więc przez cały tydzień ciągle gdzieś pędziłam i jeździłam, starając się po dopinać wszystko na ostatni guzik. Nie wszystko załatwiłam, i mniej pilne sprawy zostawiłam na następny tydzień. Miłym przerywnikiem okazała się niespodzianka od Męża w postaci książki Magdy Stachula “Idealna” i płyty Cohena, która każdego dnia towarzyszyła mi w samochodzie.

Dziś – nigdzie się nie śpieszę. Zwalniam dla własnego zdrowia psychicznego. I nie działam według ściśle określonego planu. Mój dzisiejszy plan, to brak planu. Niedługo zaparzę sobie herbatę,  zabiorę “Idealną” i zaszyję się chociaż na godzinkę na balkonie. Później przygotuję obiad – placuszki z cukinii z grillowaną piersią z kurczaka. Może oglądając jakiś film uporam się z zaległym prasowaniem? Nie wiem – dziś mam luźny dzień i nie zamierzam się z niczym spinać.

I tak sobie właśnie myślę, że chciałabym tak zwalniać w każdy weekend. Nie wiem, czy czas na to pozwoli, ale jak tylko będę miała możliwość – to będę to robić.

A Ty masz jakieś plany na weekend?

  • Haha, a u mnie wieczny brak planu

    • Pewne rzeczy lubię sobie planować (i rozpisywać), dzięki temu nie zapominam
      I mniej więcej wiem, jak będzie wyglądał mój tydzień.

  • Marysia Krucha

    Dobrze, że tak się zakończyła wizyta na pogotowiu i to tylko zwichnięcie.
    My z M. uwielbiamy placki z cukinii, zawsze czekamy aż wkońcu się pojawia w ogrodzie:) pyszna jest grillowana, tylko wcześniej trzeba ją posolić, aby puściła sok.

    • Bardzo lubię grillowaną cukinię, choć mój Mąż woli tą panierowaną. Tak naprawdę z cukinii można zrobić wiele dobrych i smacznych rzeczy. W tym roku m.in. faszerowałam cukinię, grillowałam, robiłam z niej leczo lub placki, a nawet makaron przy pomocy temperówki do warzyw.

  • Takie wolne dni są bardzo dobre, mi czasmi udaje się je wprowadzać, może nie w każdym tygodniu, ale staram się jak najczęściej, fajnie wtedy można wypocząć i naładować akumulatorki
    Dobrze, że nic poważniejszego Twojemu mężowi się nie stało.