Dziś w zasadzie przyszłam Wam napisać, że ogólnie rzecz biorąc skończyliśmy remont. Brakuje jeszcze kilku elementów takich jak lustro i wąska szafka w pokoju pod obrazem, a w zasadzie plakatem oraz firanki. Gdybyśmy mieszkali wyżej to pewnie nie robiłoby to dużej różnicy, ale pokój znajduje się na parterze, więc sąsiedzi wszystko widzą. A ja nie lubię być tak na widoku, bo nie czuję się wtedy komfortowo. Brakuje jeszcze kilku półek na książki, ale to wszystko to tak naprawdę detale.

Ale zacznijmy od początku…

Mniej więcej po dziesięciu dniach od rozpoczęcia remontu nasz pokój i przedpokój prezentowały się mniej więcej tak, jak na zdjęciu po lewej stronie. Kończyliśmy zrywać tapety, pod którymi w pokoju zaszył się nasz mały wróg, z którym walczyliśmy długo, ale skutecznie, a w przedpokoju odkryliśmy lamperię. Przez długi czas nie było widać żadnych efektów, robił się tylko coraz większy bałagan. Zrywaliśmy podłogi, uzupełnialiśmy różnego rodzaju ubytki zarówno w ścianach, jak i podłogach, przez co kurz i pył nosił się po całym mieszkaniu. A to ciągłe zmienianie domowego obuwia, aby nie wnosić pyłu do innych pomieszczeń było po prostu uciążliwe. Dopiero na początku grudnia zaczęliśmy malować sufity na biało (oczywiście z przygodami, a jak!) i ściany farbą strukturalną Alpiny (zdjęcie po prawej stronie). I wtedy dopiero zaczęło się dziać, a efekty było widać z dnia na dzień.

Oczywiście nie obyło się bez przygód i rzeczy, które wychodziły dodatkowo – co oczywiście wiązało się z dodatkowymi kosztami i przeciągnięciem końca remontu. Swoją drogą początkowo zakładaliśmy, że uporamy się z tym w dwa tygodnie! Najbardziej stresową sytuacją była wiadomość w połowie listopada, że nasze zamówione meble są już do odbioru, a mieszkanie tak naprawdę było rozsypce, że nawet nie byłoby gdzie położyć kartonów z meblami. Jedno szczęście właściciel sklepu poszedł nam na rękę, i przetrzymał nasze meble w swoim magazynie. Bardzo ułatwiło nam to sprawę, bo bez stresu mogliśmy działać dalej. Musieliśmy najpierw położyć podłogę, gdyż niestety wszystko się opóźniło, a nie było możliwości przetrzymania towaru w sklepie. Potem wzięliśmy się za malowanie ścian – najpierw farbą strukturalną Alpina, a potem kolorem. Po długich namysłach zdecydowaliśmy się w końcu na farby  marki Beckers. Do pokoju wybraliśmy dwa kolory: Misty grey i Sawn, a w przedpokoju: Zen. Nie ukrywam, że po malowaniu sufitów z dystansem patrzeliśmy na malowanie ścian farbami tej marki, ale niepotrzebnie. Okazało się, że farby Beckers są bardzo wydajne, a przede wszystkim bardzo dobrze kryją, dzięki czemu w przedpokoju położyliśmy tylko jedną warstwę. 
Potem umówiliśmy się na dostawę mebli. Oczywiście zajęło nam trochę czasu, aby wszystko poustawiać tak, jak byśmy chcieli. Jedno jest pewne przez te wszystkie tygodnie, kiedy trwał remont obydwoje z Mężem psioczyliśmy na stare budownictwo, i to jak wszystko jest wykonane, ale to nic – najważniejsze, że jesteśmy już po. Uporaliśmy się z krzywymi ścianami i podłogami na swój sposób. Udało nam się ukryć nieszczęsną skrzynkę z licznikami w pierwszym pokoju tuż za obrazem/plakatem. Doszliśmy do wniosku, że to po prostu najlepszy pomysł. W przedpokoju całość poszła o wiele łatwiej, ogromną przyjemność sprawiło mi odnowienie starych pawlaczy, których nie chcieliśmy się pozbywać, gdyż to przydatne miejsce na schowanie takich rzeczy jak np. bombki.
To jak? Już chyba nie przeciągam  i pokazuję migawki z efektów naszej pracy.
Zanim jednak przejdę jeszcze do zdjęć, chciałabym napisać o mniej przyjemnych kwestiach związanych z remontem, czyli kosztami.
1. Drzwi wejściowe i schowka – 2300 zł + montażysta 800 zł
2. Meble (szafa garderobiana, stół z krzesłami, szafka na buty i wieszak) – 3800 zł
3. Farby + akcesoria do malowania – 950 zł
4. Podłogi – 1000 zł
5. Oświetlenie – 220 zł
6. Grzejnik – 350 zł
7. Dodatki (ramka, narzuta, karnisze, rolety, plakat itp.) – 500 zł
Na poniższym zdjęciu najlepiej widać jak zachowuje się kolor Zen w zależności od światła, po lewej stronie jest światło zimne i widać delikatny błękit (i taki właśnie jest ten kolor), natomiast po prawej możecie mieć wrażenie, że ściana jest biała. Nic bardziej mylnego, to po prostu taki efekt ciepłego światła padającego z pokoju dziennego. Swoją drogą to na początku w przedpokoju właśnie mieliśmy żarówki o ciepłym świetle, i mieliśmy wrażenie, że przy białych meblach ściany te wydają się białe. Wystarczyło, że zmieniliśmy żarówki, i biel mebli ładnie podkreśla niebieskie tony.

W pokoju kolor na ścianach także zależy jest od padającego światła, kolor jest zupełnie inny w świetle dziennym, i całkiem inny w świetle sztucznym.

Nie ukrywam, że odetchnęłam z ulgą biorąc pod uwagę trudności na jakie natykaliśmy się w trakcie tego całego remontu. Tak jak wspomniałam wcześniej, brakuje takich rzeczy jak firanki (zamówione już tydzień temu, ale w tym roku już się ich nie doczekam, gdyż są takie kolejki), lampka do czytania, czy też jakiś fajny koc w kolorystyce szaro-musztardowej. Brakuje także jeszcze kilku dodatków, ale jestem zadowolona z efektów, a najbardziej z tego, że zdążyliśmy przed świętami. Swoją drogą to nie ma co ukrywać, że gdyby nie mój Mąż i jego praca, to nie byłoby tego wszystkiego – wiadomo, że pomagałam jak tylko mogłam, a do malowania to rwałam się pierwsza (lubię to!), to było po prostu wiele ciężkiej fizycznej pracy. Chciałam też podziękować Wam, zwłaszcza tym, które trzymały kciuki, abyśmy zdążyli przed świętami…
  • Ślicznie. Bardzo mi się podoba. Moje kolory.elegancko i z klasą a jeszcze do tego przytulnie. Aż miło popatrzeć. Uwielbiam remonty i odnawianie. Jest mnóstwo pracy i koszty ale za to jak przyjemnie podziwiać efekty!

  • Super! Lubię takie wnętrzarskie wpisy,są inspiracją dla wielu ludzi planujących remont.

    • To się zgadza, sama przed remontem szukałam wielu inspiracji, i choć urzekają mnie białe wnętrza, to jednak postawiłam na praktyczność.

  • Wow, no pięknie! Teraz możecie się cieszyć i odpocząć, w sam raz na święta!

  • Pięknie i bardzo przytulnie

  • Ale ślicznie Wam to wyszło😍😍😍😍
    Mnie z kolei przerażają remonty i bałagan 😄😄😄

    • Mnie najbardziej przeraża to drugie, czyli bałagan. I jak sobie myślę, że niedługo w ruch pójdzie kuchnia, to… wolę o tym nie myśleć

  • Z tego, co widzę, to ładnie i zgrabnie wyszło
    Pewnie macie ogromną satysfakcję z remontu! Mam przynajmniej taką nadzieję!

    • Oczywiście, że odczuwamy satysfakcję, bo tak naprawdę prócz montażu drzwi robiliśmy wszystko sami. Mi najwięcej satysfakcji dały odnowione w przedpokoju ramki i pawlacz.

  • Gratuluję Wam wytrwałości, cierpliwości i efektów! 😊 Wiem, jak uciążliwe bywa stare budownictwo 😁 i ile nerwów kosztuje zakamuflowanie tej krzywizny – przechodziliśmy przez to dwa lata temu. Jednak po tak ciężkiej pracy satysfakcja jest ogromna! Cieszę się, że święta spędzicie już w "nowym" domku. 😊

  • zmiana wielka! robi wrażenie. z remontami to tak zazwyczaj jest, że coś tam wychodzi w środku, że robi się nieprzewidywalnie…no ale cierpliwość opłaca gratuluję

  • Pingback: Święta, święta i po świętach Wielkanoc 2017 - Kreując życie! Styl życia. Codzienność. Książki. Przepisy kulinarne.()