Dzieci z chmur

Dwa miesiące temu podczas rozmowy z Karoliną – Nasze Bąbelkowo – dostałam listę z literaturą, która porusza tematykę adopcyjną. Z listy wybrałam kilka pozycji, które dość szybko kupiłam, ale jednak trochę czasu musiało minąć, abym zaczęła czytać. Do wczoraj książki leżały na stoliku w pokoju dziennym, i czekały na swój czas. Okres przedświąteczny był dla mnie bardzo trudnym czasem. Rok wcześniej wraz z Mężem, dzieląc się opłatkiem życzyliśmy sobie, aby w następne święta pod moich sercem rozwijało się nasze dziecko… 

MYŚL O ADOPCJI

W listopadzie wyjęłam książki poruszające temat adopcji, które zakupiłam dużo wcześniej. Skończyłam z ich nerwowym chowaniem, gdy tylko ktoś do nas przychodził z rodziny. W grudniu, pomiędzy moimi urodzinami, a świętami powiedzieliśmy bliskim, że myślimy o adopcji. I muszę przyznać, że wraz z tą rozmową poczułam ulgę. Potem potrzebowałam czasu, aby ochłonąć i złapać oddech. Uspokoić swoje emocje, które czasami nawet i mnie zaskakują. Byłam zmęczona wzruszaniem się przy wszystkich reklamach telewizyjnych, gdzie tylko pojawiały się małe dzieci. Bólem i zazdrością, które pojawiały się za każdym razem, gdy myślałam o szwagierce w ciąży. I wewnętrzną rozpaczą za każdym razem, gdy test pokazywał jedną kreskę. Starałam się nie rozdrapywać ran i nie myśleć zbyt wiele o mojej niepłodności, i staraniach związanych z zajściem w ciążę.
 
Do wczoraj.

DZIECI Z CHMUR 

Gdzieś pomiędzy śniadaniem, a pracą sięgnęłam niby na chwilę po książkę Justyny Bigos i Beaty Mozer Dzieci z chmur. Nie jest to łatwa lektura, choć czyta się ją bardzo szybko – wczoraj przeczytałam pierwszą część, a dziś po południu przeczytałam ostatnią stronę. Zostawiłam swoją pracę na dzisiaj – wezmę się za nią, jak tylko skończę pisać – i po prostu czytałam. Wczoraj podczas czytania stało się to, co było nieuniknione i wzruszyłam się… polały się łzy. (Czasami się zastanawiam, skąd ich tyle biorę.) Dziś czytałam z takim bardzo przyjemnym, wewnętrznym  spokojem.
Obydwie historie są idealnym przykładem tego, że marzenia spełniają się nie tylko dzięki ciąży (s.191). Nie ukrywam, że bliższa mojemu sercu jest historia Justyny. Jej problemy z zajściem w ciążę wynikały tak samo jak u mnie, z istniejących chorób. Nie wiedząc czemu, ale przeczytanie tej książki spowodowało, że zagościł we mnie spokój, z którym czuję się nieprzyzwoicie dobrze. Jedno jest pewne: nie opuszcza mnie przekonanie, że ta książka jest dobra nie tylko dla tych osób które myślą o adopcji, ale także dla tych, którzy starają się o dziecko i borykają się z niepłodnością. Pomimo łez, które się pojawiły podczas czytania książki, pojawiło się także takie… wewnętrzne ukojenie i zrozumienie samej siebie. Przy najbliższej okazji podsunę tą książkę Mężowi, aby ją przeczytał – może jej lektura pomoże jemu jeszcze lepiej zrozumieć nie tylko mnie, ale i moje emocje (a to bywa bardzo trudne).
A teraz… dopijam ulubionego w ostatnim czasie earl grey’a z cytryną, wysłucham do końca płyty Domagały i biorę się w końcu za pracę. Dziś nie było innej opcji, aby zamienić kolejność, gdyż pracując nie skoncentrowałabym się na tych wszystkich cyferkach, tylko myślami krążyłabym wokół książki…


  • I mnie czasami nachodzą myśli o adopcji, bo… bardzo boję się kolejnej ciąży i porodu, a bardzo chciałabym mieć jeszcze jedno dziecko. Coraz bardziej dojrzewam, żeby w sobie ten strach przełamać, ale on jednak jest głęboko zakorzeniony 🙁

    • Wiesz, wydaje mi się, że do takiej decyzji trzeba dojrzeć. To nie pojawia się ot, tak – czasami potrzeba sporo czasu, aby poczuć, że się tego chce. A z drugiej strony nie jest powiedziane, że u każdego taki moment nadejdzie.

  • Ja też wyłam strasznie, czytając tę książkę. I nawet Małż łzę uronił, wysłuchując jej fragmentów – choć niby taki z niego "twardziel"…Ale najważniejsze, że jest w niej też wiele momentów optymistycznych i dających nadzieję 🙂

    • Karolina, właśnie dla mnie ta książka pomimo trudności poruszanego tematu, i łez, które podczas czytania popłynęły ma właśnie pozytywny wydźwięk. Uściski!

  • Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego wieczoru… z ksiązką i pod kocykiem:)

  • Ja jeszcze nie dotarłam do tej książki, ale po takiej recenzji, wkrótce pewnie do niej zajrzę. Ja póki co czytam ksiażkę Katarzyny Kolskiej "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka". Też jest niesamowita.

    Cieszę się, że masz w sobie spokój! 🙂

    Pozdrawiam!

    • Odnotowuję w kalendarzu i pewnie za jakiś czas po nią sięgnę. Z mojego doświadczenia wynika, że z literaturą tego typu czasami trzeba poczekać z przeczytaniem na dobry moment.

  • Moje święta minęły podobnie. Starałam się trzymać uczucia na wodzy, nie myśleć o tym, że nie ma z nami naszego dziecka, nie jestem nawet w ciąży. Tak jest dużo łatwiej:) mam nadzieję, że ten spokój zostanie ze mną jak najdłużej, czego i Tobie życzę 🙂 o książce słyszałam, jesteś kolejną osobą, która ją poleca, więc po takiej recenzji, Z większą motywacją chwycę za kartki 🙂

  • Anonimowy

    Czym zajmujesz sie na co dzień?

  • Nie będę się wymądrzać, bo nigdy nie znałam nawet kogoś w podobnej sytuacji, ale wiem, co znaczy walka z przeciwnościami. Z całego serca życzę powodzenia :*

  • Ja niby tego typu książek nie lubię, ale ta mnie jakoś przekonała do siebie 🙂

  • Pingback: Lubię styczeń! - Kreując życie! Styl życia. Codzienność. Książki. Przepisy kulinarne.()