Porozmawiajmy przy kawie #7

Już dawno nie było wpisu z serii „Porozmawiajmy przy kawie„, a dziś jest odpowiedni dzień i moment na to, abym opowiedziała Wam o paru sprawach. Być może pora na kawę nie właściwa, bynajmniej teraz, gdy piszę ten tekst, (jest już po dwudziestej drugiej) ale na pyszną i aromatyczną herbatę z sokiem malinowym jak najbardziej. 
Ostatnio pochwaliłam się na Instagramie, że do końca remontu jest coraz bliżej. Dziś, w południe zaczęliśmy malować pokój, jutro będziemy musieli jeszcze położyć drugą warstwę koloru, ale już w tym momencie efekt bardzo mi się podoba. A dwie godziny temu skończyliśmy malować przedpokój, i powiem Wam, że już od momentu, kiedy dziś pierwszy raz wzięłam wałek do ręki na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. I ta wewnętrzna radość, że lada dzień pozbędę się tego bałaganu i rozgardiaszu w całym mieszkaniu i odzyskam dwa pomieszczenia jakby nie było. Swoją drogą to lubię malować, sprawia mi to przyjemność, a inna kwestia jest taka, że szybko widzę efekty swojej pracy, brak efektów po prostu mnie zniechęca. Na początku zastanawiałam się nad tym, czy może nie wrzucić Wam jakiegoś zdjęcia, aby pokazać efekty, ale myślę, że całość pokażę w jakimś „po remontowym” wpisie. 
Pomiędzy malowaniem jednego i drugiego pomieszczenia wyskoczyliśmy z Mężem na szybkie zakupy, i przy okazji zjedliśmy obiad na mieście, bo dzisiaj było tyle pracy, że z gotowaniem nie było mi po drodze. Udało mi się kupić kolejne dwa obrusy w Biedronce. Dlaczego kolejne? Otóż na przestrzeni dwóch lat kupiłam już trzy, i jestem z nich bardzo zadowolona.
I myślę, że w tym momencie właśnie kończą się miłe, i przyjemne tematy… 
Teraz zrobi się tak trochę poważniej…
Pod koniec października pojawiły się u mnie silne bóle w prawej piersi, które dość mocno promieniowały, więc po prostu jak najszybciej umówiłam się do lekarza, aby dowiedzieć się co, tak naprawdę dzieje się w moim organizmie. Wtedy także zdałam sobie sprawę z tego, że o ile w kwestiach stricte ginekologicznych badam się regularnie, to nie wiadomo dlaczego w ogóle nie myślałam o jakimkolwiek badaniu piersi. Teraz zamierzam to zmienić, i co jakiś czas zrobić kontrolne usg – w końcu zdrowie jest najważniejsze, a czasami w tym codziennym biegu, zwłaszcza, gdy nic się nie dzieje zapominamy o tym.
Wtedy w październiku okazało się, że wszystko jest w porządku, a bóle wynikają prawdopodobnie z zaburzeń hormonalnych. Przez te zdarzenia trafiłam do innego lekarza, który diametralnie zmienił koncepcję leczenia poprzedniego, czyli czekania na cud w postaci miesiączki i włączył Duphaston oraz Norprolac. W międzyczasie wyszły jeszcze inne rzeczy, które wyjaśnią się na styczniowej wizycie, i mam cichą nadzieję, że wszystko skończy się po mojej myśli. Okazało się także, że mam wypalone nadnercza – nie wiem na ile to wina zaburzeń hormonalnych w moim organizmie, a na ile nadmiar stresu w ostatnim czasie. Trzecia kwestia jest taka, że wszystkim aż za bardzo się przejmuję, i gdybym podchodziła do pewnych spraw spokojniej to może wyniki byłyby lepsze. Sama nie wiem… badanie kortyzolu na pewno będę powtarzać, ale pewnie wtedy, gdy trochę się wyciszę. Obecnie jestem już w trakcie drugiego cyklu – i muszę przyznać, że ogółem czuję się lepiej.
I to byłoby na tyle, rozpisałam się trochę…
Mam nadzieję, że już niedługo będę miała więcej czasu.

Do napisania!

*Zdjęcie pochodzi z www.pixabay.com


  • To fakt,że stres potrafi bardzo wpływać na zdrowie. Życzę, żeby wszystko się unormowało. Ja 10 lat brykałam się z zaburzeniami hormonalnymi i wszystko mi przeszło samo… po ciąży 😉 Choć najpierw musiałam swoje przejść, bo ciąża była zagrożona, poród odbył się w dramatycznych okolicznościach, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a zaburzenia zniknęły jak ręką odjął.

    • Oj tak, też o tym słyszałam niejednokrotnie – tylko najpierw musiałabym w tą ciążę zajść.

  • Jak to w życiu – dobre wiadomości przeplatają się z tymi gorszymi…Mam nadzieję, że zmiana lekarza wyjdzie Ci na dobre – a teraz tylko od Ciebie zależy, czy wyluzujesz i trochę mniej emocjonalnie do wszystkiego podejdziesz (choć wiem, że trudne – i sama często też nie umiem). Powodzenia :*

    • Sama często innym mówię, o tym – i wiem, że jest to trudne. Zresztą zawsze praca nad sobą jest najtrudniejsza.
      Pozdrawiam! 🙂

  • Oj cos wiem o tym stresie. Ja kontroluje moj poziom koryzolu ashwaghanda o ktorej wspominalam nie raz, a poza tym staram sie wykorzystac swoja negatywna energie na pozytywna chodzac na spacery 3 x w tygodniu. Poki co dziala.
    Duzo radosci I jak najmniej nerwow zycze.

  • Ostatnio i u mnie pojawiło się kilka stresujących chwil… ale najwazniejsze, ze wszystko się układa. I u Ciebie również.
    Miłego weekendu!

  • W ostatnim czasie dużo się u Ciebie działo, stres i zmęczenie robią swoje. Trzymam kciuki, aby nowy lekarz poprowadził Was właściwą ścieżką do celu 🙂 pozdrawiam 😙

    • Wiesz, zawsze się coś dzieje – tylko faktycznie ostatni czas był dość ciężki. A mówiąc szczerze, to w tym roku jakoś tak ciągle pod wiatr 🙂

  • Kochana! Przede wszystkim trzymam mooocno kciuki, żeby wszystko ułożyło się po Twojej myśli, a sprawy zdrowotne wróciły do równowagi. Tak to jest czasami, że stres może być przyczyną ogromnych problemów. Życzę Ci spokoju, relaksu przy malowaniu (pewnie już skończyliście) i uśmiechu na twarzy. Dużo, dużo radości.