Porozmawiajmy przy kawie #6

Dzisiaj nie jest mój dzień. Spoglądam na migający kursor jednym okiem i zastanawiam się nad trzema możliwościami: czy pomiędzy powieki powkładać zapałki, aby trzymały moje ważące nie wiadomo ile kilogramów powieki, czy zrobić kolejną kawę dzisiejszego dnia, a może by tak skorzystać z trzeciej opcji pracowania na swoim i choć na piętnaście minut zaszyć się w pokoju na kanapie odpływając w ramionach Morfeusza? Jak na razie rozmyślam nad tymi trzema opcjami i w między czasie piszę ten tekst.

Dzisiejszy dzień rozpoczęłam od niedoczasu, ponieważ zaspałam. Wbiegając pędem do łazienki zdawałam sobie sprawę z tego, że w zasadzie od dziesięciu minut powinnam być już w drodze na umówione spotkanie w pobliskim mieście na 7:30. Dziesięć minut. Tyle zajęło mi ogarnięcie się, łącznie z pseudo makijażem ograniczającym się do zaznaczenia brwi i użycia maskary. Cieni pod oczami nie zdążyłam już zakryć korektorem, ale szykując się rozmyślałam o zakorkowanym wjeździe do miasta. Czesałam się w  drodze od drzwi wejściowych w mieszkaniu do bramy, w samochodzie przy lusterku ujarzmiłam żyjące własnym życiem włosy. Mniej więcej w tym samym czasie zdałam sobie sprawę z tego, że są one nadal trochę wilgotne (uroki nocnego warkocza). O 7:28 byłam na miejscu, i jeszcze czekałam, więc w dniu dzisiejszym po prostu „plus dziesięć” dla mnie za ogarniętość, a dla Męża „plus sto” (a niech ma!) za efektywną jazdę.

A skąd to poniedziałkowe zmęczenie? W weekend byliśmy na weselu, a że zazwyczaj jesteśmy do samego końca to, dało nam to trochę w kość. Do tego długa i męcząca podróż – łącznie zrobiliśmy około czterystu kilometrów – w sobotę wyjeżdżaliśmy około południa trzymając kciuki, aby zdążyć do kościoła, a w niedzielę po dwudziestej drugiej wnosiliśmy bagaże do naszego mieszkania. Lubię spotkania rodzinne, choć nie ukrywam, że czasami to mam wrażenie, że z niektórymi to najlepiej tylko i wyłącznie na zdjęciu, to mam wokół siebie takie osoby, na które zawsze można liczyć w każdej sytuacji, i choć w dzieciństwie spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, a dziś każdy nas ma swoje życie i swoje problemy, to dobrze jest się spotkać, nawet po długim czasie, porozmawiać, pośmiać się i powspominać. Zresztą wracając wczoraj wieczorem do domu, myślałam bardzo dużo o tym, że warto pielęgnować rodzinne relacje.
Poza tym dziś, w tym całym nie wyspaniu czekam na listonosza i najnowszą książkę Ani Sakowicz – Niedomówienia. I za pewne nie wyczekuję listonosza tak, jak autorka kuriera – ale również nie mogę się doczekać. 


  • Hehe skąd ja to znam ☺☺☺Zaspać, ale później być przed czasem ☺hehe
    Fajnie, że wesele się udało ☺

    • A wiesz co jest najlepsze Kasia? Że dziś wtorek, a ja jeszcze nie odespałam.

    • Kamila! Znam takie dni z autopsji, więc tym bardziej gratuluję doskonałego ogarnięcia się i pogodzenia wszystkich spraw.
      Fakt – z rodziną na zdjęciach wychodzi się najlepiej (no chyba, że nas wytną), ale to w końcu rodzina i jest najważniejsza 🙂

    • Tak, masz rację. Zresztą dla mnie rodzina ma szczególne miejsce w moim życiu. Czasami ciężko pogodzić kilka spraw, ale jak trzeba to należałoby stanąć na wysokości zadania.

  • Brawo za zdjęcie, zresztą większość Twoich zdjęć (Twoje?), które umieszczasz u Siebie na blogu jest godna pochwały.
    Książki ani nic tej autorki nie czytałam. Daj znać jak wrażenia.
    Pozdrawiam 🙂

    • Akurat w przypadku serii "Porozmawiajmy przy kawie" zdjęcia nie są mojego autorstwa. Jednak pozostałe, jak najbardziej 🙂

  • Dziś chyba coś jest w pogodzie… też jakoś mi sennie i cięzko… Wieczór mam zaplanowany pod kocem i z herbatką i dobrym filmem:)
    udanego tygodnia!!!

    • U mnie w ostatnich dniach jest tak, że gdy już jedną herbatę wypiję, zaparzam kolejną – i tak w kółko.

  • Wow, podziwiam za wytrwanie do końca wesela! Naprawdę! Ja już teraz boję się co będzie na moim ślubie, jak ja zazwyczaj z wesela wychodzę koło 1szej, 2giej, bo mi się tak bardzo chce spać. Jakoś mało imprezowa jestem 🙂
    Wartość rodziny dostrzega się chyba z wiekiem, ale generalnie lepiej wcześniej to zrobić niż później 😉 Bo niby tylko dobrze się wychodzi na zdjęciu, ale jednak kiedy kogoś zabraknie, to się żałuję niewykorzystanych szans na spotkania, rozmowę, uśmiech…

    • Może nie na każdym weselu, ale zazwyczaj staramy się zostać do końca. Choć teraz zbyt wiele nie imprezowałam, to nadrobiłam to wszystko przekrzykiwaniem się z orkiestrą podczas rozmów z najbliższymi.

  • Takie poczucie zakorzenienia w rodzinie jest bardzo ważne. U nas więzi bardzo się rozluźniły, a szkoda. Kiedyś bardziej się o to dbało.

    • Wiesz, jakiś czas temu zauważyłam, że czasami człowiekowi się nie chce dbać o relacje, a czasami niezależnie od tego jak bardzo byśmy chcieli – to są one zależne nie tylko od nas i nie zawsze mamy na nie wpływ.

  • Jestem ciekawa Twojej opinii na temat nowej książki Ani i sama nie mogę się doczekać, by ją przeczytać! 🙂

    • Książkę czytałam już w czerwcu, a wczoraj zaczęłam czytać drugi raz 🙂

  • Niezłe poranne tempo 🙂 Ja na szczęście śpieszyć się nie muszę, ale z drugiej strony – elastyczne godziny pracy mniej mobilizują do sprawnej pobudki, co kończy się późniejszym siedzeniem w biurze :/

    O tej autorce jeszcze nie słyszałam. Obecnie czytam "Osobliwe szczęście Arthura Peppera" 🙂

    • Nie słyszałam o tej książce. Co do pracy na swoim to wszystko ma swoje plusy i minusy. Jak dla mnie większość to same plusy. 🙂

  • U mnie wręcz odwrotnie, wszystko jest dość leniwe i bez pośpiechu. Jednak bywają dni, kiedy trzeba się spiąć i wstawić się gdzieś na umówioną godzinę i zastanawiam się, jak po rocznej przerwie ogarnę powrót do pracy.
    Tak, ja również zawsze przykładałam dużą wagę do bliskich relacji rodzinnych. Niemniej przez ostatni rok przesiałam je przez porządne sito i oddzieliłam ziarno od plew. To było dość bolesne, ale i oczyszczające.
    Ściskam Cię ciepło!

    • Czasami takie przyjrzenie się rodzinnym relacjom jest potrzebne – oczyszcza umysł, i choć bywa bolesne to na dłuższą metę jest czymś bardzo ważnym.
      Uściski!

  • Oj, ja w tym tygodniu przeholowałam ze stresem… i weekend mam ochotę spędzić w bezruchu.

  • Bez kawy nie da się rozpocząć dnia 🙂 A przy stresach pracowych ratuję się białą herbatą. W pracy zaparzam ją na wodzie mineralnej a w domku mam filtr molekularny z naturalną mineralizacją i dzięki niemu wodę mineralną z własnego kranu 🙂