Niepłodna codzienność #niepłodnościniewidać

Momentami mam wrażenie, że sierpień sobie z nas wszystkich drwi, zwłaszcza wtedy, gdy pogoda za oknem zaczyna coraz częściej przypominać jesienną aurę. Wolne popołudnia z przyjemnością spędzam pod kocem z kubkiem ciepłej herbaty z cytryną i ogrzewam swoje myśli, które czasami błądzą w różne zakamarki mojego umysłu. Na chwilę obecną zbyt wiele rzeczy nie układa się tak, jak układać się powinny, ale staram się zachować spokój i trzeźwość umysłu, bo nerwy i stres w niczym nie pomagają, a tylko utrudniają sytuację. 

STYMULUJĄC ORGANIZM
Starania o dziecko spędzają mi ponownie sen z powiek, i tak naprawdę momentami to nie wiem już co o tym wszystkim myśleć. Lipiec minął pod kątem lekarzy, przyjmowania leków i robieniu badań. Efekt? Wyniki wręcz idealne, wszystko w normie, ale nie wiem na ile są one wiarygodne skoro wszystko stymulowane hormonami. Po hormonach faktycznie było idealnie – pojawiła się miesiączka, i to aż dziewięciodniowa (!), ale po półtorarocznej przerwie, chyba miała prawo trwać tak długo – nie wiem, to tylko moje luźne myśli, w końcu nie jestem lekarzem. Nie wiem co będzie dalej, czy mój organizm po tej jednej stymulacji hormonalnej wróci na odpowiedni tor i zacznie normalnie funkcjonować, czy po prostu był to taki epizod i jednorazowa reakcja. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Z lekarzem nie mogę się skontaktować, o ile wcześniej odpisywał w przeciągu 48 godzin, tak teraz po prostu milczy i już ponad tydzień czekam na odpowiedź.
PRACA NAD SOBĄ
Każdego dnia pracuję nad sobą i nad postrzeganiem samej siebie. Coraz rzadziej czuję się gorsza od innych kobiet, dzięki czemu nie cierpi na tym moja kobiecość i samoocena. W końcu niepłodnym się bywa, a kobietą jest się niezależnie od tego. Moja niepłodność po prostu jest, nie udaję, że jej nie ma i nie uznaję jej jako tematu tabu. Walcząc z niepłodnością staram się z nią funkcjonować, i po prostu żyć starając się powiększyć naszą rodzinę. 
SMAK NIEPŁODNOŚCI
Niepłodność smakuje goryczą, doprawianą zazwyczaj łzami i żalem do siebie oraz świata – ale nauczyła mnie jednej, cennej moim zdaniem umiejętności. Nauczyłam się doceniać to co mam, cieszyć się z prostych, i czasami banalnie zwyczajnych rzeczy. Czerpię radość ze spokojnie wypitej filiżanki herbaty, długiej wieczornej rozmowy z Mężem, wspólnie zjedzonego śniadania. Brzmi banalnie, prawda? Ale dziś wiem, że warto doceniać takie proste, codzienne rzeczy.
NIERÓWNA WALKA
Prowadzę nierówną walkę z moją niepłodnością, niestety pomimo wszelkich starań i stosowaniu się do zaleceń nic mi z tego nie wychodzi. Z jednej strony walczę, z drugiej coraz bardziej otwieram się na adopcję. Myślę, zastanawiam się, czytam książki poświęcone tej tematyce – nie wiem jak skończy się nasza droga do powiększenia rodziny. Wiem tylko, że problem mojej niepłodności dotyczy nas obydwojga i bardzo pragniemy tego, aby kiedyś nadszedł taki dzień, gdy będzie nas już troje.


  • Czytam teraz "Potege podswiadomosci" I w to co wierzymy moze naprawde sie spelnic jesli wierzymy w to bardzo gleboko. Jesli w ktorym momencie zwatpisz to moze to sie nie udac. Jesli problem dotyczy "tylko" Ciebie to naprawde proponuje akupunkture na regulacje miesiaczkowania I zaburzen zwiazanych z zajsciem w ciaze.
    To na pewno zaowocuje. Ja w leki nie wierze. Wierze w nature, w chinska medycyne, w ziola. Wierze, ze tak mozna!!! Uwierz I Ty. I nie trac wiary. Nigdy!!!!

    • Wiary nie tracę, tylko czasami zwyczajnie opadam z sił…

    • To jest zupełnie normalne! Nie da się non stop na pozytywnym "haju" być, jeśli miesiąc po miesiącu zalicza się porażki. Czasem trzeba odpocząć… żeby po przerwie, z podreperowanym morale stanąć znowu do walki…

    • Dokładnie. Czasami po prostu potrzeba wytchnienia i złapania oddechu.

  • Choć to trudne do wykonania trzeba wierzyć i mieć nadzieję. Znam przykład rodziny,która również miała problem z posiadaniem dzieci i sytuacja była co najmniej beznadziejna, a jednak udało się i to na tyle, że ta cała ciężka droga została wynagrodzona podwójnie i z sytuacji właściwie patowej, bez żadnej szansy udało się powitać na świecie bliźniaki. Więc nadzieja musi być tą, która umiera ostatnia. Wierze, że czasami takie gadanie będzie dobrze, musisz być pozytywnej myśli bardziej denerwuje niż pomaga i to wiem akurat sama po sobie. Ale podobno od życia dostajemy tyle ile sami jesteśmy w stanie dźwignąć. Tak sobie tłumaczę teraz kiedy czeka mnie bardzo trudna operacja bliskiej mi osoby. Bez tego już dawno bym oszalała, a przecież muszę być wsparciem. Trzymam mocno kciuki, żeby nie opuściła Cię siła, chęć do walki i wiara, że to się uda!

    • Dziękuję! Ogólnie nie mam problemów z wiarą i nadzieją, tylko czasami po prostu brakuje sił, bo ile jeszcze można czekać, ile jeszcze można się starać. I wtedy wymiękam, mam gorszy dzień… a potem głowa do góry i dążę dalej do swojego celu.

  • Niestety los ciężko nas doświadcza… i uczy tym samym cierpliwości.
    Ciąża nie pojawia się u nas niespodziewanie jak u większości ludzi.
    Walczymy latami. Czasami bez efektów.
    Ile to jeszcze potrwa? Tego nikt nie wie.
    Jedno jest pewne. Nie możemy się poddać. Trzeba walczyć o marzenia. Wierzyć w to, że wkońcu się uda ☺
    Tego życzę i sobie i Tobie ☺

    • Masz rację – nikt nie wie, ile to będzie trwało. I dla mnie chyba najtrudniejsza jest ta pewność i uciekający czas.

  • Tak mocno mocno życzę Tobie wszystkiego dobrego! Żeby pomimo jakichś braków w sercu, nie było ono smutne na co dzień 🙂

  • No to tkwimy w podobnym punkcie, Kamilo. Obojętnie, jaką drogą, ale w końcu nasze dzieci się pojawią! 🙂 Z calego serca życzę Ci, by było to jak najszybciej! Pozdrawiam 🙂

  • Niepłodność wcale nie sprawia, że jesteś gorsza. Ona nie dotyka tylko Ciebie, pewnie takich kobiet jest więcej tylko o tym nie mówią, wstydzą się. Ty jesteś silna, bo potrafisz o niej mówić i z nią walczyć. Uda się, wierzę w to! I Ty też nie trać nadziei! Teraz jest ciężko i cierpisz, ale wierzę, że to wszystko w końcu zostanie Ci wynagrodzone. Bo w naszym życiu wszystko dzieje się po coś.

  • Z tego, co piszesz powoli otwieracie się na inne drogi, więc prędzej czy później zostaniesz Mamą. Z całego serca Wam kibicuję.

  • Cały czas trzymam za Was kciuki!
    Mam znajomą, która mając lat 20-kilka usłyszała, że z jej niedoczynnością, PCOS i innymi rzeczami prawie nie ma szans. Jakimś cudem kilka lat później urodziła córkę – dziewczyna obecnie ma 15 lat! A w zeszłym roku została starszą siostrą, bo po kilkunastu latach przytrafił się drugi cud.

  • Życzę dużo siły i szczęścia w tej nierównej walce.
    Mam nadzieję, że już niedługo pojawi się światełko w tunelu 🙂

  • Wierzę, że niedługo tak się stanie i że jeden z kolejnych wpisów będzie przepełniony wielką radością. Współczuję Ci, nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie bólu i żalu z nieudanych prób… Ale nie poddawaj się, wszystko się jeszcze ułoży i może akurat ta miesiączka zapoczątkuje jakiś dobry okres w Twojej walce 😉

  • Kibicuję Wam, Kamila z nieukrywanym podziwem i tak bardzo szanuję Cię za to, że mówisz (piszesz) o tym otwarcie. Nie jesteś gorsza! Jesteś bardzo silna i piękna w walce o czystą miłość! Tylka ta walka jest tak czasami nierówna i bezwzględna, ale wierzę głęboko, że ją wygracie. ♥

    • Wiesz, czasami mam wrażenie, że to mówienie o tym wprost, a nie chowanie głowy w piasek jest takim moim sposobem na to, aby sobie z tym dać radę, i to udźwignąć. Bo czasami mam wrażenie, jakbym miała do szyi przywiązany 100 kilogramowy kamień.

      Uściski!

  • Wierzę, że ten dzień we troje nadejdzie szybciej niż myślisz:*

  • Kochana pamiętaj wiara czyni cuda. Mam nadzieję, że Twoje pragnienie bycia mamą się niebawem spełni. Najważniejsze to się nie poddawać i walczyć, mimo iż czasami człowiek wie, że bierze udział w nierównej walce. Powodzenia!!!