Porozmawiajmy przy kawie #4

Lipiec mija mi w niepowtarzalnie szybkim tempie, niczym mrugnięcie oka. Z jednej strony praca i obowiązki, z drugiej strony od jednego lekarskiego gabinetu, do drugiego. Pomiędzy tym wszystkim jeszcze laboratorium – i tak kursuję upychając te wszystkie terminy w swój kalendarz, który niestety nie jest z gumy. Ginekolog-endokrynolog, rehabilitant, ortopeda i kolejna cała lista badań do wykonania. W sumie to dzisiaj zrobiłam ostatnie badania, które są zależne od dnia cyklu – tym samym sposobem zostawiłam w laboratorium 630 zł. Jakby nie było na początku tego miesiąca, gdy robiłam pierwsze badania wydałam około 230 zł. Do tego wszystkie leki i powstaje taka kwota, że pozostaje tylko rwanie ostatnich włosów na mojej głowie. 
Po szesnastu miesiącach przerwy (!) w końcu dostałam miesiączkę, i czuję się delikatnie mówiąc fatalnie – oczywiście wywołaną przyjmowaniem luteiny, a jakże inaczej. Na razie czekam na wyniki badań, które powinny być w przeciągu kilku najbliższych dni, i nie pozostanie mi nic innego jak czekanie na informację zwrotną od lekarza i decyzję – co dalej?

Wszystko się kumuluje w tym miesiącu: z jednej strony gorący okres w pracy, z drugiej te wszystkie sprawy zdrowotne związane zarówno ze staraniami o dziecko i tą moją kontuzjowaną nogą (za kilka tygodni minie już rok!) – i wspólny mianownik: stres. Z tyłu głowy pojawia mi się taki mały radar i słowa tych wszystkich endokrynologów i ginekologów, którzy na każdym kroku powtarzają mi o unikaniu stresu. Ale powiedzcie mi jak?! Niestety od czasu kontuzji mniej sobie radzę ze stresem, z tego względu, że zawsze rozładowywałam go dość intensywnym wysiłkiem fizycznym, obecnie pozostają mi 2 km na rowerku stacjonarnym (i to jeszcze w wolnym tempie!) dziennie, więc nie odreagowuję tak jak powinnam! I czasami największym odreagowaniem są słuchawki na uszach, ulubione piosenki i … śpiewanie, choć głosu do śpiewania nie mam to pomaga mi to, wyrzucać negatywne emocje. Dziś nie jest mój dzień, czuję się tragicznie i dosłownie wszystko mnie boli – cieszę się, że mogłam sobie pozwolić dzisiaj na to, aby trochę poleżeć; zresztą co tu dużo pisać, byłam przygotowana na to, że po odstawieniu luteiny nadejdą bardzo ciężkie dni, więc – oto są!
W tym miesiącu tak wyjątkowo, bardziej niż zazwyczaj rozczulam się widząc małe dzieci i cały czas marzę i wierzę w to, że kiedyś w końcu nadejdzie ten dzień, kiedy będę mogła w ramionach tulić Nasze dziecko. 
Jak widać mój ostatni czas kręci się głównie wokół lekarzy i badań, a Wam jak mijają ostatnie tygodnie?


  • U mnie tez nerwowo… stalam sie niespokojna, lekliwa, zestresowana, wiec mozemy przybic sobie piatke.
    Trzymam bardzo mocno kciuki za to, ze niedlugo dzidzia zagniezdzi sie w twoim brzuszku. Wiara czyni cuda.

  • U mnie też lipiec mija szybko. Cieszy mnie to, bo szybciej nastanie mój wrześniowy urlop. U nas póki co mała przerwa od lekarzy. Badania porobione i czekam na wizytę 6 września. Ciekawa jestem jakie zalecenia dostaniemy od lekarza.
    Trzymam kciuki za Twoje wyniki. Daj znać proszę co powie lekarz.
    Cały czas trzymam za Was kciuki i nieustannie Wam kibicuję;*

  • U mnie lipiec w pracy i też w zabieganiu. Jakoś wszystko złożyło się do kupy i skumulowało w tym pięknym miesiącu…

  • U mnie cisza i spokój na razie odpoczywam. Kiedyś czytałam, że najlepszym sposobem na odstresowanie się jest znalezienie w ciągu dnia trochę czasu dla siebie na ulubione przyjemności. Musisz spróbować, bo stres to jest wróg numer jeden w takiej sytuacji. Ale wierze, że się uda i wszystko będzie dobrze. Trzymam kciuki 🙂

  • Za dużo tego stresu w naszym życiu, ale czy da się go uniknąć. Można co najwyżej postarać się go zminimalizować znajdując jakieś ujście. Dla mnie też jest takim ujściem wysiłek fizyczny. Dlatego rozumiem Twoje rozgoryczenie tym, że nawet w taki sposób nie możesz sobie ulżyć. Mimo wszystko dużo cierpliwości i ustabilizowania zdrowia życzę. Dopiero kiedy zaczyna szwankować człowiek docena czas, kiedy było dobrze. Dużo siły! Będzie dobrze! <3

  • Mam nadzieję, że wszystko wreszcie ułoży się tak, ze będziesz mogła nam napisać, że wreszcie jesteś w pełni szczęśliwa!Lipiec mija mi zdecydowanie za szybo. Ale to cudowny czas:)
    ściskam i pozdrawiam

  • Lipiec? Właśnie dotarło do mnie, że się kończy. Ale bez spinki, bo jesteśmy na urlopie.
    Pamiętam, jakie kosmiczne kwoty szły na badania/leki/wizyty. Same rachunki stresują. Mam nadzieję, że niedługo wydatki będą szły na coś innego.
    Uściski

  • Na pewno niedługo tak będzie i trzymam kciuki, żeby to się stało szybciej niż później. Jak masz miesiączkę, to może jakoś się już wszystko unormuje… Trzymam kciuki.