Nieodpowiednie relacje

Dziś, miał być zupełnie inny wpis, o tematyce na pewno lżejszej niż ta, którą mam zamiar teraz podjąć. Przez ostatnie dwa tygodnie podczas oczekiwania na zabiegi rehabilitacyjne czytam najróżniejsze wiadomości w telefonie. Dziś czytałam o historii Agnieszki, i przez cały dzień nie potrafię przestać o niej myśleć. Co jakiś czas wracam myślami do tego, co ją spotkało, i za każdym razem dochodzę do tego samego wniosku, że udowodniła przede wszystkim sobie jak bardzo jest silną osobą.

Cały czas gdzieś z tyłu głowy, pomimo leczenia mojej niepłodności krąży temat adopcji. Co jakiś czas podczas rozmowy z Mężem wracamy do tego tematu, choć nie podjęliśmy jeszcze jednoznacznej decyzji, że umawiamy się na pierwsze spotkanie w wybranym przez nas ośrodku adopcyjnym. Dlaczego zaczynam od adopcji? Historia Agnieszki właśnie zaczyna się od adopcji. Na początku lat dziewięćdziesiątych wraz z siostrą Justyną znalazły nowy dom i nowych rodziców. Można pomyśleć, że miały ogromne szczęście trafiając do rodziny mieszkającej w małej wsi na terenie powiatu pułaskiego. 
Czy tak było?
Niestety nie. Gdy Agnieszka miała osiem lat i przygotowywała się do pierwszej komunii miało miejsce pewne zdarzenie, które podejrzewam, że ciągnie się za nią do dnia dzisiejszego. Zresztą o takich zdarzeń trudno nie pamiętać. To właśnie wtedy ojciec Agnieszki zaczął ją molestować seksualnie. Nie chcę przywoływać tutaj słów samej Agnieszki i opowiadać co się działo w jej rodzinnym domu, w którym w końcu miała się czuć bezpieczna i kochana. Owszem była kochana, ale nie w tak jak ojciec powinien kochać swoją córkę. 
Dramaty rodzinne z molestowaniem seksualnym i kazirodztwem zazwyczaj owiane są wielką tajemnicą, gdzie sprawca wywiera presję na małoletniej ofierze wymagając od niej milczenia i nie mówienia o tym, co się dzieje. Inna kwestia też jest taka, że zazwyczaj sprawcami molestowania seksualnego osób nieletnich są osoby z ich najbliższego otoczenia, które nie tylko bardzo dobrze znają, ale przede wszystkim ufają. I to właśnie zaufanie jest najbardziej wykorzystywane przez sprawcę takiego czynu.
Nigdy nie zrozumiem, i nawet nie chcę zrozumieć tego jak rodzic nie ważne czy świadomie, bądź też nieświadomie jest w stanie skrzywdzić swoje własne dziecko?! I nie mówię tutaj o wykorzystywaniu seksualnym, tylko o jakiejkolwiek krzywdzie, jaką można wyrządzić małemu człowiekowi. To małżeństwo z małej wsi w województwie lubelskim tak bardzo pragnęło mieć dziecko, adoptowali dwie siostry – Agnieszkę i Justynę. Poza granicami mojego umysłu jest zrozumienie tego, dlaczego ojciec Agnieszki dopuścił się takich czynów. 
Dzięki kilkuletniej psychoterapii Agnieszka wyszła z tego. Dziś pracuje z dziećmi w świetlicy środowiskowej, które zazwyczaj po prostu potrzebują rozmowy, bądź czyjejś uwagi. Niestety Justyna w 2008 roku popełniła samobójstwo. 
Historia Agnieszki pokazuje, że dzięki ogromnej pracy można wyjść z zaburzenia psychicznego, jakim jest trauma po tak drastycznych wydarzeniach. Osobiście podziwiam Agnieszkę za upór i wewnętrzną siłę, że znajduje się teraz w takim momencie swojego życia, kiedy czuje się szczęśliwa, choć wspomnienia z okresu dzieciństwa będą ciągnęły się za nią przez całe życie. 
Tutaj możecie przeczytać list Agnieszki i posłuchać wywiadu przeprowadzonego przez Rafała Betlejewskiego.


  • Aż nie wiem, co napisać…To rzeczywiście wielki dramat i niesamowicie smutna, przykra historia. Takie rzeczy niestety się dzieją – i w rodzinach biologicznych, i adopcyjnych,i zastępczych…choć nigdy nie zrozumiem mechanizmów, które takimi ludźmi – a raczej potworami – kierują :/

    • Myślę, że większość ludzi nie jest pojąć tego, co kieruje takimi osobami. Najgorsze dla mnie jest to, że tak naprawdę nie o każdej takiej tragedii się dowiadujemy, że wiele takich historii zostaje w czterech ścianach domu…

  • Zawsze kiedy słyszę takie historię to wszystkich sprawców tych ohydnych czynów mam ochotę powiesić za…wiadomo za co. Nie rozumiem jak można robić dziecku taką krzywdę i w dodatku swojemu dziecku. Gdzie była matka? Nie widziała co się dzieje czy nie chciała widzieć…Okropne. Przecież najważniejszą wartością dla rodzica powinno być dziecko i jego dobro. A nie własne zboczone potrzeby. Nigdy nie zrozumiem jak można.

    Bardzo podoba mi sie to jak piszesz. Obserwuje i zapraszam do mnie 🙂

    • Chyba większość osób pierwsze o czym myśli to: "Gdzie była matka?" "Czy nie zauważyła, że relacje pomiędzy mężem, a córką nie były takie, jak być powinny?" Straszne dla mnie jest to, zwłaszcza dla osoby starającej się o dziecko, jak można w taki sposób krzywdzić swoją córkę.

  • To okropne!!! Nie rozumiem ludzi, którzy tak brutalnie i paskudnie się zachowują!
    Posłucham chętnie wywiadu i przeczytam ten list!
    ściskam najserdeczniej i życzę radosnego weekendu:)

    • Masz rację Natalia to okropne! U mnie, ze względu na to, że jestem psychologiem zapala się lampka, gdy słyszę o takich tragediach, czy w dzieciństwie takiego sprawcy wydarzyło się coś takiego, że zachowuje się tak, a nie inaczej.

  • Jak wielki dramat przeżyły te dziewczyny. Nie mogę ogarnąć, jak dorosłe osoby, którym ufały, mogły je tak skrzywdzić. Niestety takie rzeczy się dzieją. Jestem pełna podziwu dla Agnieszki, że mimo tego, co ją spotkało, potrafiła wyjść na prostą i być szczęśliwą.

    • Też ją podziwiam. I choć już minęły dwa dni odkąd przeczytałam artykuł i wysłuchałam wywiadu to cały czas moje myśli gdzieś krążą wokół niej. Przykre jest to, że takie rzeczy się dzieją, że rodzice, już nie ważne czy adopcyjni, czy też biologiczni krzywdzą dzieci na najróżniejsze sposoby (przemoc fizyczna, przemoc psychiczna itp.).

  • Czytalam jak tylko artykul pojawil sie na gazecie.
    Jestem w szoku!!! Bardzo mi jej zal, Ojczym skrzywdzil ja I do konca zycia nigdy tego nie zapomni.
    To koszmar…
    Moj Tata byl agresywny I do dzis pamietam jego slowa, ze jak pisne Mamie slowko to pobije mnie do nieprzytomnosci. Bylismy zastraszani, chociaz z zewnatrz tworzylismy "idealna" rodzine…ale bylo, minelo…

    Jak dlugo staracie sie o dzidzie?

    • Takie tragedie, gdzie jest stosowana jakakolwiek przemoc wobec dzieci, jest bardzo wiele, tylko niestety tragedie te pozostają w czterech ścianach i nie wychodzą na światło dzienne. Przykro mi, że Twój Tata był agresywny wobec Ciebie, takie sytuacje w ogóle nie powinny mieć miejsca.

      O dziecko staramy się od prawie dwóch lat, jak widać z marnym skutkiem.

  • Takie historie są naprawdę tragiczne… Niesamowite, jak rodzice – nikt nie powie przecież, że niechcąco – potrafią wpłynąć na całe życie dziecka. Jeszcze takiego, które wzięli pod opiekę i które pokładało w nich nadzieję. Miejmy nadzieję, że obecnie dogłębniej sprawdza się przyszłych rodziców adopcyjncych.

    Pozdrawiam!

    • Owszem podczas całej procedury adopcyjnej przechodzi się testy psychologiczne, ale czy w pełni one weryfikują to wszystko? Są też wywiady środowiskowe, a przecież i tak dochodzi do tragedii i to nie tylko w rodzinach adopcyjnych, ale także zastępczych – chociażby przykład z przed kilku lat w Pucku…

  • Przeczytałam właśnie ten artykuł-list i jestem pełna podziwu dla tej dziewczyny. Za to, że przełamała się i opowiedziała o wszystkim pani psycholog, za to, że nie zamknęła się w sobie, a raczej próbowała się z tego wydostać, pomóc sobie pod kierownictwem tej pani psycholog. Nie każdy ma ochotę na terapię i trudne rozmowy. Czasem tacy skrzywdzeni ludzie czują się bezsilni i nie mają ochoty na cokolwiek… Jak np. Justyna, która postanowiła skończyć swoje życie, bo doszła do wniosku, że nigdy nie była kochana i nigdy nikt jej nie pokocha…
    Rodzice – bydlaki. I ojciec, i matka. Nie wierzę, że matka o niczym nie wiedziała… może po prostu łatwiej jest było nie reagować… Masakra.