Porozmawiajmy przy kawie #2

Przez kilka poprzednich dni zarówno tutaj, jak i na portalach społecznościowych byłam nieobecna z prostych przyczyn – najpierw był ślub szwagra, a potem nazbierało mi się dość sporo pracy i obowiązków. Zresztą pewnie niejednokrotnie przekonaliście się o tym, że czasami pewne sprawy się kumulują, a wtedy brakuje wolnego czasu, który moglibyście poświęcić na coś innego. Chociaż z drugiej strony, z reguły, gdy planuję sobie dany tydzień lub dzień, i mam sporo zaplanowanych rzeczy to jestem w stanie o wiele lepiej się zorganizować. Ta lepsza organizacja nie dotyczy oczywiście tych dni, kiedy mój plan rozbija się dosłownie o kant stołu i zdarza się wiele niespodziewanych sytuacji, które w dużym stopniu raczej deorganizują mój czas.

Wczorajsze popołudnie spędziłam ponownie w Trójmieście (oczywiście pół dnia stracone – jak zawsze), na którejś już z rzędu wizycie kontrolnej u ortopedy. Jakby nie było, po badaniu ponownie noga, a raczej okolice kolana są obolałe, ale jest lepiej. Rzepka jest w miarę stabilna, a nawet stabilniejsza niż w zdrowej nodze, dzięki czemu została wykluczona plastyka troczków. Z więzadłami jest już wszystko w porządku, mięsień czworogłowy mam już dość mocno wzmocniony, jednak problem nadal tkwi w troczkach – więc jedyne co mi pozostaje, to wykorzystywanie każdego dnia, kiedy nie odczuwam bólu na dalsze ćwiczenia, które mają wzmocnić całe kolano. Za kilka tygodni rozpoczynam kolejną rehabilitację, a pod koniec lipca kolejna wizyta kontrolna. Nie ukrywam, że dzisiejsze słowa mojego lekarza bardzo mnie podbudowały, bowiem jeżeli w tym roku będziemy mieli ciepłą i słoneczną jesień to jeszcze załapię się na chociaż kilka przejażdżek rowerowych. A bardzo mi tego brakuje!


Ostatnie dni były dla mnie ciężkie, dlatego dzień w dzień odczuwałam dość silny ból, do tego doszło jeszcze wczorajsze badanie, które w połączeniu z wcześniejszymi dniami nie sprzyja w żaden sposób mojemu komfortowi psychicznemu. Mimo to cieszę się z każdego dnia, w którym mogę w miarę normalnie funkcjonować i po prostu nie odczuwam bólu. Swoją drogą to za sześć dni minie już 10 miesięcy (!) odkąd męczę się (tak! to jest odpowiednie słowo!) z moim kolanem. Najgorsza jest chyba świadomość tego, że gdybym nie była tak uparta i posłuchała Męża, wsiadła do samochodu, zamiast iść i wpaść w tą przeklętą dziurę, nie byłoby tej całej sytuacji. Zastanawiacie się, gdzie patrzyłam zamiast pod nogi? Na chrześniaka. A dziura? Niby niewielka, bo ledwie weszła w nią moja stopa (rozmiar 36/37). Ale jest jak jest, i nic z tym nie zrobię. Jedno jest dla mnie pewne – cała ta sytuacja przyczyniła się do tego, że zaczęłam doceniać takie najprostsze rzeczy w codzienności: długi spacer, jazdę na rowerze, jazdę samochodem (obecnie mogę sobie pozwolić na prowadzenie samochodu na dość krótkich odcinkach – ok. 20 km), ćwiczeń, które wykonywałam w domu. Zresztą to już chyba tak jest, że człowiek docenia coś, gdy mu tego zabraknie.

Chciałabym Wam również podziękować za komentarze pod wpisem o mojej niepłodności. Myślami w dalszym ciągu krążę wokół adopcji i starań o dziecko. Do tej pory nic nie idzie po naszej myśli i mówiąc szczerze, momentami staram się jak najmniej o tym wszystkim myśleć i roztrząsać to wszystko, bo najzwyczajniej mi to nie służy.

Dziękuję Wam za to, że jesteście!
A teraz opowiedzcie o tym, co u Was słychać.

Uściski – Kamila.



  • Na szczęście ja o problemach z kolanami jedynie czytam, ale wyobrażam sobie jakie może to być uciążliwe ; /

    • W takim bądź razie życzę Ci, aby te problemy nigdy Cię nie dotknęły. 🙂

  • Jestes widze z moich okolic:-) w trojmiescie bywalam codziennie, bo studiowalam na UG. U mnie nic ciekawego… a mysli o dziecku, staraniach, adopcji…sa naturalne, kazda zdrowa psychicznie i emocjonalnie kobieta tego pragnie. Niech sie Wam spelni, wierze,ze nadejdzie dzien w ktorym zostaniesz szczesliwą mamą!

    • Mam taką nadzieję, z reguły staram się poświęcać pracy, aby zbyt wiele nie myśleć, bo to do niczego dobrego nie prowadzi, a moje samopoczucie wtedy dosłownie czołga się po podłodze. Mieszkam na Żuławach, więc do Trójmiasta w zależności od miejsca mam około 1.5 godziny.

  • Mam nadzieję, że szybko dojdziesz do siebie. Wiem co przeżywasz bo już drugi tydzień cierpię z powodu skręconej kostki, spadłam ze stepu na fitnessie 🙂 A mówią, że sport to zdrowie!

    Ściskam, Ania

    • Oj też mam taką nadzieję – jak na razie jest coraz lepiej. Skręcona kostka nie jest mi obca. Życzę zdrowia!

  • Życzę Ci zdrówka i wszystkiego dobrego!!! Wiesz o czym myślę!!!

  • Ja również jestem w trakcie leczenia a tak naprawdę szukania przyczyn bólu kolana, choć ból to za mało powiedziane. A co najgorsze każde kolejne badanie nic nie wykazuje przy czym ból narasta… Takie błędne koło i ten strach, że odeślą mnie z bólem do domu i zamkną drzwi.. Tak więc rozumiem Twój ból, mimo, że go nie odczuwam.
    I wiesz,tak z własnego doświadczenia wiem, że często to co nie idzie po naszej myśli, jest dla nas najlepszym rozwiązaniem. Jednak takie zdania piszę się z lekkością po czasie, kiedy widzi się zajawkę tego, jak wyglądało by nasze życie, gdyby wydarzyło się to czego pragnęliśmy. Wszystko jest w życiu po coś, tylko to COŚ odkrywa przed nami karty dopiero po długim czasie a wcześniej wzbudza rozpacz, lęk, strach, złość, samotność, niezgodę i niezrozumienie. Pewnych spraw nie da się wytłumaczyć – trzeba je zaakceptować i szukać nowych rozwiązań, dróg i tego czegoś, co skrywa dane doświadczenie..
    Życzę siły zarówno w podążaniu drogą marzeń jak i tych do pokonania bólu i możliwości cieszenia się zdrowiem po wyleczeniu.

    • Pięknie i trafnie to ujęłaś. Wszystko jest po coś, ale to coś dostrzegamy dopiero z perspektywy.

    • Bardzo dobrze to ujęłaś. Wszystko w naszym życiu pojawia się lub zdarza w jakimś celu, bo przecież nic nie dzieje się bez przyczyny. Czasami dopiero po jakimś czasie dochodzimy do wniosku, że zdarzenia, które miały miejsce nauczyły nas czegoś konkretnego, co wpływa w pewnej mierze na to jacy jesteśmy w tej chwili.

  • Najczęściej jest tak, że jak się dzieje to wszystko na raz.
    Mam nadzieję, że rehabilitacja Ci pomoże i kolano przestanie dokuczać.

    • Dokładnie. U mnie właśnie takie jest czerwiec. To już czwarta rehabilitacja w przeciągu 10 miesięcy.

  • Zdrowia:)
    Przepięknie tu u Ciebie!

  • Współczuję przejść z kolanem. Ja kilka lat temu wywróciłam się nieszczęśliwie na nartach. Wszyscy wysyłali mnie na laparoskopię, ale trafiłam do dobrego ortopedy i jednak skończyło się na rehabilitacji.

    A co do niepłodności, to niestety chyba najtrudniej się pogodzić z tym, że nie na wszystko mamy wpływ, choćbyśmy starali się ze wszystkich sił, dawali z siebie absolutnie wszystko, to natura płata figle. Ale mam nadzieję, że prędzej czy później wszystko się ułoży jak najlepiej. Uściski!

    • Właśnie sztuką coraz częściej jest trafić na dobrego specjalistę. Ja w listopadzie również do takiego trafiłam i po miesiącach leczenia jest coraz lepiej.

      Co do niepłodności, to masz rację natrudniej pogodzić się z czymś na co nie mamy kompletnie żadnego wpływu.

  • Szkoda, że ten Twój specjalista jest w Trójmieście 🙁 troszkę daleko mam 🙁
    Fajnie, że u Ciebie sprawa z nogą lepiej 🙂
    U mnie porażka. Czeka mnie druga operacja. Zobacz Ty męczysz się z nią kilka miesiący , a ja cholera połowę swojego życia 🙁 to jest jakaś masakra. Stało mi się to mając 14 lat, a teraz mam prawie 28. Tyle lat problemów z nogą. Myślałam , że jak 5 lat temu zrobili mi rekonstrukcję więzadła to moje problemy się skończą. A tu niestety…

    Bardzo dobrze, że u Ciebie szybko zaczęli działać i rehabilitacje pomagają :)))
    Może nie będziesz miała takiego problemu jak ja…